Chrysler 300C SRT8 6.1 HEMI

Podwójna turbina, zmienne fazy rozrządu, wtrysk bezpośredni. To sposób na uzyskanie potężnej mocy dla wielu producentów. Jednak Chrysler podąża własną drogą i swojej flagowej limuzynie w rasowej odmianie SRT8 aplikuje motor V8, którego 431 KM bierze się po prostu z wielkiej pojemności - 6,1 l.

Noc poprzedzająca dzień odbioru najmocniejszej wersji Chryslera 300C była dla mnie ciężka. Kręciłem się w łóżku, a powieki długi czas opierały się narastającemu zmęczeniu. Dopadła mnie bowiem paranoiczna numerologia, która kołatała się w myślach niczym obsesja u wariata - 5,0 sekundy do 100 km/h, 8 cylindrów, 6,1 litra pojemności, 431 KM.

Jazda porannym autobusem do siedziby Chryslera byłaby więc sadyzmem dla umysłu. Tylko taksówka mogła skrócić te katusze do niezbędnego minimum. Jest, już podjechała. Wyskoczyłem z klatki schodowej i moim oczom ukazał się Polonez Caro -1.6 GLE, okrągły otwór w zderzaku zdradzał czym jest zasilany. Za fajerką sympatyczny wąsacz w okularach ze szkłami jak denka od butelek, posiadający co najmniej 75 proc. zniżki w sklepach Vision Express. Na ucieczkę było za późno, bo klamka drzwi tylnych spoczywała już w mojej dłoni, a żółte zęby szczerego uśmiechu jej właściciela, który właśnie odchylił głowę w moja stronę, zabrzmiały jak wyrok. Trudno, muszę to przeżyć - pomyślałem.

To, że czeka mnie jazda z prędkością kuriera rowerowego było pewne. Jednak mogło być jeszcze gorzej. Chcąc zatem uniknąć dyskusji z taksówkarzem o pogodzie lub polityce wysłałem mu jasny komunikat i natychmiast sięgnąłem do torby po folder Chryslera 300C. SRT - Street and Racing Technology, znaczy dla amerykańskiej marki tyle, co AMG, M czy RS u niemieckiej konkurencji. Silniki opatrzone tym skrótem napędzają nie tylko najszybszego Chryslera, ale także m.in. wskrzeszone nie tak dawno legendy motoryzacji rodem z USA: Dodga Challengera i Dodga Chargera (wspólna dla całej trójki aut jest także platforma podłogowa). Oczywiście 300C to luksusowa limuzyna, ale może SRT8 ma w sobie coś z kultowego muscle cara? Z tą nadzieją wysiadłem z Poloneza, sekundy dzieliły mnie od nirwany.

Jak pomnik
Mimo, że od debiutu 300C minęło już 5 lat, model ten nadal zachwyca niepowtarzalnym wyglądem. To ucieleśnienie amerykańskiego stylu bycia. Jest wręcz monumentalny jak pomnik, barokowo ociekający chromem i nieprzyzwoicie wyzywający. Jeśli chcesz być anonimowym kierowcą i zadawać szyku stonowaną elegancją, udaj się po auta konkurencji. Nie ma bowiem na rynku bardziej krzyczącego wyglądem pojazdu w tej klasie, który swym indywidualizmem sprawia, iż jego właściciel musi zaakceptować atakujące go zewsząd ciekawskie spojrzenia. Są jednak tacy, dla których właśnie to stanowi główną zaletę.

Chrysler kojarzy się niektórym z opancerzonym wozem bojowym. To efekt wielkich połaci blachy w stosunku do wąskiej linii okiem, niczym w czołgu. Co ciekawe widoczność z wnętrza wcale nie jest kiepska, jakby się mogło wydawać. Na militarne skojarzenia nie mniejszy wpływ mają ostre krawędzie całej sylwetki. Z tego powodu 300C wygląda na jeszcze większy samochód, niż jest w rzeczywistości (długość 5015 mm).

W stosunku do zwykłego 300C, wersja SRT8 jest jeszcze bardziej agresywna i bojowo usposobiona. Potężny grill budzi postrach, gdy ujrzysz go w lusterku wstecznym swojego auta. Lepiej ustąpić mu miejsca, bo kto wie, czy nie zamaskowano gdzieś otworów strzelniczych, które skrywają parę karabinów maszynowych. Przedni zderzak ciągnie się już od połowy reflektorów, a jego dolna część posiada więcej wlotów powietrza od standardowej odmiany.

Geometryczne linie łagodzą nieco obłe błotniki. Te z przodu sięgają łukiem nadkola prawie do krawędzi maski! Dlaczego są tak ogromne? Odpowiedź daje właśnie model SRT8, który standardowo wyposażony jest w monstrualne, chromoniklowane obręcze o średnicy 20 cali. Takie koła biją po oczach jak rosyjski turysta w tropikach obwieszony kilogramami cennej biżuterii. Z tą jednak różnicą, że felgi te idealnie pasują do całości bryły i są zapowiedzią mega mocy, jaka skrywa się pod przepastną maską.

Power, Power, Power
Gdyby Albert Einstein formułując teorię względności znał silnik HEMI Chryslera, prawdopodobnie umieściłby go jako układ odniesienia, który jest niezbędną wielkością do określania prędkości i przyspieszenia wg wspomnianej teorii. Moc i jeszcze raz moc - to główna myśl, która pojawia się po chwilowym kontakcie z 431-konnym potworem.

Aby wykrzesać tyle mechanicznych rumaków bez udziału wspomagaczy w postaci turbosprężarek czy zaawansowanej elektroniki, konstruktorzy zastosowali najstarszy sposób - jednostkę V8 o wielkiej pojemności skokowej. Posiada ona tyle zaworów, co typowy motor czterocylindrowy, czyli zaledwie 16. Na każdy cylinder natomiast przypadają aż po dwie świece zapłonowe. Taka prosta w zasadzie technologia gwarantuje wyjątkową trwałość i długowieczność silnika.

Już poprzedni motor o pojemności 5,7 litra i mocy 340 KM montowany w 300C rozpieszczał osiągami i temperamentem. Obecna w SRT8 jednostka to jej rozwinięcie, a swoją większą o 0,4 litra pojemność zawdzięcza powiększeniu każdego z cylindrów o 3,5 milimetra. Zwiększono także średnicę zaworów, stopień sprężania (z 9,6:1 na 10,3:1) i gabaryty kolektorów. Skok mocy o prawie 100 KM i lepsza elastyczność silnika to również zasługa rezygnacji z układu Multi-Displacement System, który chwilowo odłączał połowę cylindrów podczas spokojnej jazdy, co skutkowało mniejszym spalaniem. W SRT8 nikt nie szedł na takie kompromisy.

Z tych powodów apetyt na paliwo w ruchu miejskim nie jest w stanie spaść poniżej 21 l/100 km. Ale to wartości, które uzyskuje się mając farta w postaci zielonej fali świateł i braku korków. Jeśli nie mamy takiego szczęścia, a do tego dojdzie jeszcze chęć dynamicznego startowania spod sygnalizatora, wynik 30 litrów na setkę to coś normalnego. Spokojna, powtarzam - spokojna jazda w trasie, uszczupli bak o 13 litrów na każde sto przejechanych kilometrów. Jednak ten, kto decyduje się na zakup najmocniejszego Chryslera nie myśli w ogóle o takich błahostkach.

Moc 6,1-litrowego HEMI wycieka na zewnątrz jak lawa po erupcji wulkanu. Tym samochodem nie sposób poruszać się spokojnie. Duża zasługa w tym 5-stopniowej automatycznej przekładni, która nie dorasta do pięt napędowi. Ten wiekowy automat posiada po prostu zbyt mało przełożeń, przez co nawet lekkie trącenie "gazu" przy prędkości 70 km/h powoduje redukcję na drugi bieg i tym samym eksplozję przyspieszenia. Siła ciągu jest tak niesamowita, że trzeba walczyć, by gałki oczne nie przekręciły się ukazując same białka. Dozowanie pedałem gazu wymaga aptekarskiego wyczucia, aby jazda 300C SRT8 była płynna i spokojna. Mało kto jednak nie ulegnie pokusie smakowania wybitnych osiągów.

Już po pięciu sekundach na liczniku pojawia się pierwsza setka. Gdyby nie elektroniczny kaganiec odcinający wzrost prędkości przy 270 km/h, wskazówka szybkościomierza miałaby szanse dotknąć jego maksymalnej wartości. Zachwycająca jest ponadto elastyczność V-ósemki Chryslera - nie ma mowy o niedostatku mocy nawet przy niskich prędkościach obrotowych silnika. Wyprzedzanie innych pojazdów to synteza bezpieczeństwa i przyjemności. Pod maską pracuje bowiem perfekcyjna maszyneria służąca do dostarczania emocji i adrenaliny swojemu właścicielowi.

Skoro mowa o adrenalinie, niemały udział w jej produkcji ma dźwięk dobywający się z dwóch końcówek rur wydechowych. Choć słowo "dźwięk" jest tu nie na miejscu, to bardziej połączenie ryku, huku i basowego bulgotu. Jedni czują ciarki, inni mrowisko na plecach. Ja miałem wrażenie, jakby rój szerszeni wślizgnął mi się pod T-shirt. Akustycy zdali egzamin na szóstkę dobierając w taki sposób spektrum barw brzmienia V-ósemki, że podczas spokojnej jazdy w środku panuje cisza, a w trakcie dynamicznego operowania pedałem gazu budzą się demony. Tego naprawdę trzeba posmakować, by zrozumieć co mam na myśli. Zabawnie wyglądał przejazd przez małe miejscowości i wioski. Połączenie wyglądu Chryslera z orgią basów, kiedy przyciskałem pedał gazu, zawsze kończyło się następującym obrazkiem - rozdziawione usta gawiedzi i ruch głowy za przemieszczającym się pojazdem. Myślę, że jedynie UFO wywołałoby podobne poruszenie.

Najlepiej na suchym
Wyprodukować 431 KM jest niestety łatwiej, niż je ujarzmić właściwie dobranym zawieszeniem czy odpowiednio precyzyjnym układem kierowniczym. Nie jest tajemnicą, że w tej materii amerykańskim autom wiele brakuje do europejskiej konkurencji. Mimo 20-calowych kół i sztywnej charakterystyki amortyzatorów, 300C można nazwać komfortowym pojazdem. Tylko przejazd przez poprzeczne nierówności w postaci szyn kolejowych wprawia nadwozie w nerwowe drgawki, wtedy też zawieszenie potrafi "dobić". Poza tym amortyzatory o skróconym skoku zaskakująco dobrze filtrują wszelkie nierówności. Priorytetem konstruktorów było pewne zachowanie SRT8 na drodze, stąd zmniejszony o 13 mm prześwit w stosunku do słabszych wersji. Wyposażono go ponadto w amortyzatory firmy Bilstein, sprężyny i tuleje o specjalnej charakterystyce oraz stabilizatory przechyłu o zwiększonym przekroju.

Powyższe zmiany sprawiły, że 300C wreszcie daje kierowcy poczucie, że panuje nad autem. Jednak do pewności prowadzenia Audi RS, BMW M5 czy Mercedesa E klasy AMG jeszcze Chryslerowi nieco brakuje. W czym jest gorszy? Pomimo, że pewnie prowadzi się nawet w ciasnych zakrętach, brak mu zwinności aut niemieckich. Prawdopodobną przyczyną jest tu masa: blisko dwie tony to już lekka nadwaga. SRT8 łatwo postawić bokiem, ale równie łatwo wyprowadzić z poślizgu za pomocą gazu i precyzyjnie działającego układu kierowniczego. Tak, tak, to nie pomyłka - zazwyczaj ospałe w tym względzie układy amerykańskich kanapowozów są czymś obcym w SRT8. Do chirurgicznej precyzji układu BMW jeszcze daleka droga, ale zarzut, że kierownica komunikuje się z kołami drogą listową nie dotyczy Chryslera.

Świetnie spisują się także hamulce. Amerykanie nie kombinowali i zaprosili do współpracy uznanego producenta w postaci firmy Brembo. Tarcze hamulcowe mają średnicę dużej pizzy -36 cm z przodu i 35 cm z tyłu. Do tego czerotłoczkowe zaciski i dwutonowy kolos wytraca prędkość 100 km/h na odcinku 36,4 m. Co ważne, układ nie traci na skuteczności po wielokrotnym, ostrym hamowaniu.

Wszystko co dobre i przewidywalne w SRT8 kończy się z chwilą, kiedy spadnie deszcz. Wówczas auto zmienia się nie do poznania. Właściwie sprawujący się na suchej nawierzchni system ESP wspomagany przez kontrolę trakcji w postaci układu ASTC oraz mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu, zupełnie gubią się w konfrontacji z siłą, jaka przekazywana jest na tylną oś.

Chrysler staje się dziki jak nieujeżdżony koń. Nawet na wyprostowanych kołach trzeba uważać, bo tył traci przyczepność w najmniej spodziewanym momencie, a auto zaczyna myszkować po jezdni. Zdarzyło mi się kilkakrotnie, że jadąc po rondzie Chrysler ustawiał się bokiem, kiedy lekko trącałem pedał przyśpieszenia. Po prostu moc jest zbyt brutalnie przekazywana na oś napędową, a wspomniana skrzynia o pięciu przełożeniach nie ułatwia zadania. Elektronika nie radzi sobie zwyczajnie z tym problemem. Nie wiem jak można jeździć zimą, skoro podczas deszczu miałem problemy, by nad nim zapanować. Lekarstwem byłby tu napęd na obie osie, ale ten dostępny jest jedynie w wersji kombi i z mniejszym silnikiem. Szkoda, dlatego jestem zdania, że na SRT8 powinno być wydawane pozwolenie, tak jak na broń.

Luksus w stylu USA
Choć silnik i sposób prowadzenia się Chryslera (na suchej drodze) nadają mu cechy sportowca, to jednak wnętrze oraz wyposażenie są typowe dla luksusowej limuzyny. Nawet kubełkowe fotele z wyszywanym napisem SRT nie zmieniają tego obrazu. Kształt deski rozdzielczej pasuje do bryły nadwozia - jest geometryczna i surowa. Wspomniane fotele są pokryte skórzaną tapicerką i genialnie obejmują plecy jadących. Jedyna ich słabość to nieco przykrótkie siedziska. Posiadają także pełną elektryczną regulację (z pamięcią ustawień), dzięki czemu łatwo odnaleźć optymalną pozycję.

Z przodu mamy wręcz nadmiar wolnej przestrzeni. Za to z tyłu nie jest już idealnie. Oczywiście szerokie nadwozie zapewnia naprawdę wielką swobodę ruchów, ale miejsca na nogi pasażerów przydałoby się nieco więcej. Taki Lexus LS, który jest zaledwie o 15 mm dłuższy od Chryslera oferuje na tylnej kanapie dwa razy tyle wolności na nogi.

Wnętrze nie szokuje ilością schowków - są uchwyty na napoje w tunelu środkowym i tylnym podłokietniku, zamykany schowek w kokpicie i w podłokietniku. Bagażnik nie ma może regularnych kształtów, ale 504 litry pojemności sprawiają, że będzie wystarczający na potrzeby 4-osobowej rodziny.

Nietypowo duże jest koło kierownicy, któremu bliżej do fajerki ciężarówki niż sportowego ścigacza. Posiada elektryczną regulację w dwóch płaszczyznach, pokryta została perforowaną skórą oraz zaopatrzona w praktyczne funkcje sterowania systemem audio i komputerem. Przed oczami kierowcy klasycznie i pięknie wystylizowane zegary z białymi cyferblatami.

Standardowy model 300C często krytykowany jest za marną jakość materiałów we wnętrzu. W SRT8 jest o niebo lepiej. Większość kokpitu wyłożono miękkim tworzywem, a podłokietniki w drzwiach okrywa przyjemna w dotyku skóra. Niestety Amerykanom zabrakło konsekwencji i dobrym tworzywom towarzyszą także twarde plastiki - tunel środkowy, boczki drzwi. Tanie wrażenie sprawia również, mająca ożywić wnętrze, srebrzysta wstawka w centralnej części kokpitu. Wykonane z gumy uchwyty do regulacji kratek nawiewu pachną wręcz tandetą. Na szczęście spasowanie poszczególnych elementów jest całkiem przyzwoite i w tym względzie SRT8 wyróżnia się zdecydowanie na plus od tańszych wersji 300C. Jednak o poziomie Audi czy Mercedesa można tylko pomarzyć.

Ergonomia obsługi stoi na wysokim poziomie. Prosty i czytelny panel obsługi klimatyzacji, nieduża ilość przycisków do obsługi innych urządzeń należą do atutów. Trochę czasu zajmie natomiast nauka obsługi komputera pokładowego, który posiada dokładnie 128 różnych funkcji, z kompasem włącznie. System multimedialny znany z innych modeli koncernu Chryslera to udany produkt. Posiada wbudowany 6,5-calowy ekran dotykowy, które obsługuje nie tylko super dokładną nawigację, ale także pliki MP3, DVD, zmieniarkę na 6 płyt CD i 20-Gigowy twardy dysk. Dla drugiego rzędu siedzeń przewidziano ponadto chowany, dodatkowy ekran służący do oglądania filmów na DVD. Wraz z dwoma bezprzewodowymi słuchawkami stanowi idealny absorber dla rozwrzeszczanych dzieciaków. Nagłośnieniem całości zajęła się uznana firma Boston Acoustic, która wyposażyła Chryslera w komplet 7 głośników, subwoofer i 368-wattowy wzmacniacz. A wszystko to gra wyśmienicie.

Jak na luksusowy połykacz kilometrów przystało zadbano o szereg elementów podnoszących komfort podróżowania. Wszystkie lusterka wsteczne posiadają funkcję samościemniania, jest firmowy zestaw głośnomówiący z mikrofonem, podgrzewane fotele, elektryczny szyberdach, czujnik deszczu czy automatycznie włączające się światła. Ksenonowe reflektory doskonale sprawdzają się po zapadnięciu zmroku. Manewrowanie kolosem ułatwia asystent parkowania tyłem, ale brak podobnego rozwiązania także z przodu nie jest powodem do dumy - w tej klasie to absolutny standard. Na pocieszenie dostaniemy aktywny tempomat, który w zakresie prędkości 40-180 km/h zachowuje stały odstęp za autem jadącym przed nami.

Nad bezpieczeństwem podróżnych czuwa komplet sześciu poduszek powietrznych z podwójnymi kurtynami dla obu rzędów siedzeń. System reakcji powypadkowej ARS włącza oświetlenie wewnętrzne oraz odblokowuje zamki drzwi podczas kolizji, a kolumna kierownicza posiada funkcję pochłaniania energii podczas uderzenia.

Jak z przeceny
Wymienione wyposażenie (plus wiele jeszcze innych dodatków) stanowi standard wersji SRT8. Jedyną płatną opcją jest tu lakier metalik i możliwość wybrania innego zestawu audio. Z jednej strony dobrze, bo Chrysler jest właściwie kompletnie wyposażony, z drugiej - w tej klasie samochodów właśnie możliwość ich dowolnego konfigurowania jest bardzo istotna. Tak więc nie zamówimy np. elektrycznie sterowanej rolety szyby tylnej czy wentylowanych foteli.

Jednak można to jakoś przeboleć, gdy przyjdzie nam zapłacić za Chryslera 300C SRT8. Po niedawnej korekcie cenowej model ten kosztuje zaledwie 225 tys. zł (o 50 tys. zł mniej). To więcej niż okazja, to promocja jakiej nie uświadczy się nawet w TESCO przy zakupie ketchupu. To najtańsze 400 koni jakie można znaleźć na rynku. Samochody rywali o porównywalnych parametrach kosztują co najmniej 100 tys. zł więcej! I to w bazowej wersji, bez wszystkich dodatków, które w Chryslerze są niejako z urzędu. Jeśli ponadto cenisz sobie indywidualizm i nie peszą cię spojrzenia innych, SRT8 może okazać się idealnym wyborem.

Rzadko zdarza się w dzisiejszych czasach samochód wywołujący tak wiele emocji. A wszystko za sprawą potwora drzemiącego pod maską. Szczególnie jazda podczas deszczu gwarantuje niezapomniane przeżycia. A jak wieść gminna niesie, Chrysler planuje na 2009 r. kolejną mutację tego silnika, który tym razem ma liczyć równe 7,0 l pojemności. Strach się bać.