Citroen Nemo Van 1.4 HDI

Najmniejszy samochód dostawczy Citroena o uroczej nazwie Nemo został w tym roku największym dostawczakiem. A wszystko to z okazji zdobycia tytułu 'Van Of The Year 2009', wspólnie z rodzeństwem w postaci Fiata Fiorino oraz Peugeota Bippera. Czym sobie zasłużyły maluchy na takie wyróżnienie?

Citroena C15 nie trzeba nikomu przedstawiać. Bazujący na modelu Visa niewielki samochód dostawczy oferował przyzwoitą ładowność (600-800 kg) przy kompaktowych rozmiarach zewnętrznych (długość 4 m, szerokość 1,6 m, wysokość 1,8 m). Prosta konstrukcja, bardzo trwałe silniki Diesla (mimo oferowania jednostek benzynowych klienci rzadko je wybierali) i przede wszystkim niska cena spowodowały, że produkowane od 1984 do 2005 roku auto sprzedało się w ilości ponad miliona egzemplarzy. Dużą popularność zdobyło także w Polsce, głównie dzięki uruchomionej w latach 1996-2000 montowni "C-piętnastek" w Nysie.

Model Berlingo, który w 1997 roku niejako zastąpił C15, dziś w drugiej generacji rozrósł się na długość blisko 4,4 m i w naturalny sposób stał się autem bardziej dorosłym i komfortowym. Jednocześnie w ofercie producenta brakło niewielkiego samochodu dostawczego, który znakomicie radziłby sobie w zatłoczonych miastach. Dlatego też pod koniec zeszłego roku koncern PSA (Citroen i Peugeot) wraz z Fiatem przedstawiły "słodką trójkę" - swoich najmniejszych przedstawicieli na rynku aut towarowych, których produkcję rozpoczęto w tureckim Tofasie. Citroen Nemo, Peugeot Bipper i Fiat Fiorino zyskały uznanie sędziów międzynarodowego konkursu "Van of The Year", zdobywając w tym roku główną nagrodę. Czym sobie zasłużyły miejskie "maluchy", że stały się najlepszymi autami dostawczymi?

Błazenek zwany Nemo
Bez wątpienia najbardziej urokliwym z całej trójki jest Citroen Nemo. I to nawet nie względu na wygląd - bo pozostałe rodzeństwo różni się praktycznie tylko firmowymi logo - ale właśnie przez nazwę. Patrząc na bardzo zgrabnego, bo mierzącego 3,9 m długości, 1,7 m szerokości i tyle samo wysokości małego dostawczaka trudno nie oprzeć się wrażeniu, że nazwa "Nemo" z pewnością nie nawiązuje do legendarnego Kapitana łodzi podwodnej, ale do kreskówkowego błazenka o tym samym imieniu, który stał się głównym bohaterem animowanej bajki "Gdzie jest Nemo?". Bipper i Fiorino nie mają takich "atutów" - Peugeot może co najwyżej skojarzyć się z trąbieniem, a Fiat z dostawczą odmianą Fiata Uno sprzed lat (nota bene jednym z konkurentów wspomnianego C15).

Tak czy inaczej trojaczki są wesołe, ciekawie stylizowane i wywołują szeroki uśmiech, co rzadko zdarza się w autach dostawczych. Pudełkowaty kształt nadwozia to normalne w tej klasie, ale projektanci zaszaleli nieco z przodu, tworząc bardzo przyjemną fizjonomię Nemo. Uwagę zwraca przede wszystkim przedni zderzak - jest czarny, potężny i sięga do linii bocznych okien. Może nie jest zbyt urokliwy, ale za to świetnie zabezpiecza karoserię małego Citroena przed otarciami, podobnie zresztą jak tylny oraz boczne listwy. Przednie reflektory, także pokaźnych rozmiarów, bezpiecznie cofnięto w głąb karoserii, a krótka maska otrzymała wyraźne szewrony Citroena. Z boku natomiast uwagę zwracają wyraźne przetłoczenia nadkoli.

Przestronność limitowana
Szeroko otwierane drzwi ukazują przestronną kabinę pasażerską dla dwóch osób. Pełnowymiarowe fotele są dość miękkie i wygodne. Niestety w podstawowej wersji nie mają regulacji wysokości, podobnie jak kolumna kierownicza, co dla niektórych kierowców może być to utrudnieniem w dobraniu odpowiedniej pozycji. Problemem może być też niewielka regulacja wzdłużna fotela oraz fakt, że wyżsi kierowcy o dłuższych nogach mogą obijać kolanem o konsolę środkową. Mierząc nieco ponad 170 cm wzrostu nie miałem jednak problemów z "ustawieniem się" do Nemo.

Początkowe wrażenie klaustrofobii, potęgowane dodatkowo zamontowaną tuż za fotelami przegrodą (obitą tapicerką), mija, gdy spojrzymy przez szyby małego Citroena. Czołowa, zachodząca delikatnym łukiem na dach, jest ogromna i zapewnia nam świetną widoczność - podobnie zresztą jak boczne, których dolna krawędź jest bardzo nisko. Dzięki temu świetnie można dojrzeć gabaryty auta z przodu. Gorzej jest z ogarnięciem tyłu Nemo. Co prawda lusterka boczne są duże, ale ciężko jest w nich "złapać" koniec auta, a przez zamontowanie ściany grodziowej lusterko wsteczne stało się zbędne. Dlatego też bardzo wskazane jest zamówienie czujników parkowania (1 159 zł).

Styl Citroena czy też... Fiata
Projekt wnętrza Nemo bez wątpienia nosi ślady stylizacji Fiata - trudno zresztą wymagać, aby Fiorino miało inną deskę rozdzielczą, niż Nemo i Bipper. Kto siedział w Pandzie, ten poczuje się tu jak w domu - przełączniki są przejrzyście rozmieszczone i łatwe w obsłudze. Zastrzeżenia można mieć co najwyżej do za nisko umieszczonych środkowych nawiewów oraz nieco zbyt szerokiej konsoli środkowej, na której umieszczono dźwignię zmiany biegów. Plastiki we wnętrzu Citroena są przyzwoicie spasowane, ale wyjątkowo twarde - dotyczy to także kierownicy oraz lewarka skrzyni biegów. Na plus warto zaliczyć fakturę deski rozdzielczej, która jest odporna na zarysowania.

Wnętrze samochodu dostawczego to miejsce pracy, a zatem powinno być także funkcjonalne. I tu Nemo kiepsko wywiązuje się, przynajmniej w podstawowej wersji, z tego zadania. Chodzi oczywiście o schowki, jednak nie o ich ilość czy wielkość - tu niewielki Citroen powinien każdego usatysfakcjonować, bo skrytek, półeczek, wnęk i zagłębień wcale nie brakuje. Jest tylko jeden mankament - żaden z nich nie jest zamykany. Powoduje to, że nic nie możemy skryć przed wścibkskim okiem amatorów cudzej własności. Pozostaje nam więc albo dopłacić do droższej wersji, albo pogodzić się z faktem, że po opuszczeniu samochodu będziemy w nim mogli zostawić co najwyżej mapy albo chusteczki higieniczne.

Zresztą dopłaty w najprostszej wersji Nemo będzie wymagało wiele elementów, gdyż standardowe wyposażenie jest po prostu zbyt ubogie. Tak naprawdę w wartym 44 898 zł brutto (36 801 zł netto) małym Citroenie znajdziemy tylko ABS, poduszkę powietrzną kierowcy i wspomaganie kierownicy. W praktyce niewiele, a każda dopłata jest wielką kwotą w porównaniu z wartością całego samochodu. Poduszka pasażera to wydatek 976 zł (brutto), elektryczne podnośniki szyb kosztują 671 zł, czujniki parkowania 1 159 zł, a bardzo przyzwoicie grające radio CD MP3 z 4 głośnikami to dopłata 1 708 zł. Przy zakupie Citroena Nemo warto także uwzględnić kosztujący 1 952 zł pakiet elektryczny, w skład którego wchodzą m.in. centralny zamek, komputer pokładowy oraz elektrycznie regulowane i podgrzewane lusterka zewnętrzne. Te ostatnie można także dokupić w pakiecie z manualną klimatyzacją, jednak cena tego zestawu jest zaporowa - 4 880 złotych.

W małym ciele...
Dostępu do przestrzeni ładunkowej bronią z tyłu asymetryczne drzwi otwierane na boki pod kątem 90 stopni (po zwolnieniu ograniczników kąt wzrasta do 180 stopni) oraz opcjonalne z boku przesuwane (dopłata 1 220 zł - także ewentualnie do lewych). Mierzący niecałe 3,9 metra długości Citroen Nemo pomieści 2,5 metra sześciennego towaru i zadowoli nas ładownością wynoszą 610 kg. Powierzchnia ładunkowa ma 105 cm szerokości (między nadkolami), 120 cm wysokości i 152 cm długości, przez co spokojnie na pokładzie niewielkiego dostawczaka pomieścimy paletę. Ze względu na niewielki rozstaw osi (2513 mm) i takież gabaryty, otwór powstają po odsunięciu bocznych drzwi nie jest zbyt duży - ma szerokość 57 cm (w dolnej części) i 64 cm (w górnej) oraz wysokość 104 cm, jednak i tak warto dopłacić za przynajmniej te z prawej strony.

Umieszczony na wysokości niecałych 53 cm próg zdecydowanie ułatwi załadunek, a haki w podłodze pomogą utrzymać nasz towar w jednym miejscu. Niestety nieosłonięta niczym blacha na podłodze będzie się szybko rysować pod wpływem przesuwania ładunków. Bardzo dobrym pomysłem jest wygospodarowanie schowka po wewnętrznej stronie tylnego błotnika - w sam raz na ścierki czy rękawiczki.

... wielki duch
Citroen Nemo jest dostępny z dwoma jednostkami napędowymi o pojemności 1,4-litra: benzynową o mocy 75 KM oraz wysokoprężną o mocy 70 KM. Ta druga o oznaczeniu HDI znalazła się pod maską czerwonego dostawczaka. Jak każdy silnik ma swoje zalety i wady. Dźwięk jego pracy - zarówno tuż po uruchomieniu jak i po rozgrzaniu - nie zachwyca swoją jakością, ale nie można też mówić o jakiejś większej uciążliwości. Do ok. 3500 obr./min jest jak najbardziej akceptowalny, powyżej tej wartości robi się we wnętrzu głośno. Konstruktorzy mogliby nieco lepiej popracować nad wyciszeniem jednostki napędowej.

1,4-litrowy turbodiesel zapewnia ważącemu 1090 kg Citroenowi przyzwoite osiągi, zwłaszcza w średnim zakresie obrotów. Maksymalny moment obrotowy wynoszący 160 Nm jest uzyskiwany już przy 1750 obr./min, dlatego też podczas normalnego użytkowania nie wymaga "kręcenia" pod wyższe wartości, niż 3000 obr./min. Z motorem bardzo dobrze współpracuje precyzyjna, 5-biegowa przekładnia manualna. Jej lewarek znalazł się tuż pod ręką, na konsoli środkowej, a poszczególne przełożenia wchodzą bez żadnych problemów. Na plus warto także zaliczyć krótkie drogi prowadzenia drążka.

Jak ryba w wodzie
Miasto i pełne obciążenie - w takich warunkach Citroen Nemo czuje się najlepiej. Niewielkie gabaryty i najlepsza w klasie średnica skrętu wynosząca 9,95 m powodują, że małym autem dostawczym manewruje się bezproblemowo. Układ kierowniczy co prawda pracuje dość ciężko i można od niego oczekiwać większej siły wspomagania, ale jazda Nemo w ciasnych zaułkach i parkowanie nie powodują większego dyskomfortu. Może twarda kierownica w rękach płci pięknej kręciłaby się faktyczni zbyt opornie, nam - mężczyznom o odpowiedniej sile w ręce - zupełnie nie przeszkadza. Układ kierowniczy swoje największe zalety odkrywa jednak poza terenem zabudowanym, gdzie mały dostawczak przy większych prędkościach prowadzi się bardzo precyzyjnie...

... pod warunkiem, że będzie on załadowany. Sztywna charakterystyka zawieszenia (z przodu kolumny MacPhersona, z tyłu belka skrętna) powoduje, że Citroen Nemo na "pusto" prowadzi się bardzo nerwowo. Przeszkadają mu wszystkie dziury i nierówności, co oznajmia podskokami, które po dłuższej jeździe mogą nie tyle co denerwować, ale doprowadzać do niebezpiecznych zachowań. Wytłumaczenie jest jednak bardzo proste - mamy przecież do czynienia z samochodem dostawczym, który pod pełnym obciążeniem (610 kg) także powinien dobrze prowadzić się, a nie "siąść" na asfalcie i "wyzionąć" ducha. I właśnie załadowanie auta, niekoniecznie całkowicie, zupełnie zmienia charakter Nemo. Staje się miękki, wygodny i wyjątkowo pewny w prowadzeniu. Warto wziąć to pod uwagę, gdy będziemy decydować się na zakup Nemo - czy częściej będziemy jeździć z obciążeniem w mieście, czy bez niego "latać" w trasę.

Oszczędności, oszczędności...
Silnik 1.4 HDI warto pochwalić za wyjątkową ekologię oraz ekonomię. Emituje 119 g dwutlenku węgla i zadowala się średnio 5,3 l/100 km. Przepisowa jazda w trasie skutkuje zużyciem poniżej 4,6 l/100 km, w mieście wartość ta rośnie do 6,5 litra na każde przejechane 100 kilometrów. Stosunkowo niewielki 45-litrowy zbiornik przy takim spalaniu naprawdę robi się wielki - poza terenem zabudowanym wystarcza teoretycznie na blisko 1000 km.

Najwyższa pora porozmawiać o kosztach. To jeden z największych atutów Citroena Nemo. Testowana, podstawowa wersja Van 1.4 HDI po zastosowanym rabacie w wysokości 5 000 zł kosztuje 44 898 zł brutto (36 801 zł netto). To wyjątkowo atrakcyjna cena jak na miejski samochód dostawczy, który bez problemu wpisuje się w nasze potrzeby. Niestety największa bolączka to wyposażenie - przy zamówieniu kilku niezbędnych pozycji w cenniku wartość auta rośnie do ponad 50 000 zł brutto (cena auta testowego 53 982 zł). Oczywiście Nemo oferuje kilka wersji wyposażeniowych oraz konkretną listę dodatków, więc każdy powinien wybrać dla siebie odpowiednio skonfigurowany model. Warto wspomnieć o fakcie, że Citroen oferuje tzw. kontrakt serwisowy polegający na przedłużeniu 2-letniej gwarancji do 3 lat lub 100 000 km (cena 1 150 zł), 4 lat lub 130 000 km (2 490 zł) oraz do 5 lat lub 150 000 km (4 290 zł).

Podstawowy model z dieslem
A jak Nemo wygląda na tle rodzeństwa? Porównanie z podstawowymi modelami wyposażonymi w silniki diesla pokazuje, że jest on najtańszy - Fiat Fiorino Cargo STD 1.3 Multijet kosztuje 48 200 zł brutto (39 508 zł netto), natomiast Peugeot Bipper Start 1.4 HDI 49 898 zł brutto (40 900 zł netto). Największy, klasowy konkurent w postaci Renault Kangoo Express Compact wciąż jest nieobecny na rynku. Czy można więc kupić tańszy samochód dostawczy, niż Citroen Nemo? Z wysokoprężnym silnikiem nie - najmniejszym i najtańszym "dostawczakiem" na polskim rynku jest wyposażony w silnik benzynowy Fiat 600 Van 1.1 warty 28 000 zł brutto (22 951 zł netto), jednak on się nie liczy w "naszej" kategorii.

Tak naprawdę na rynku pozostaje niewiele aut - Dacia Logan Van 1.5 dCi Ambiance kosztuje tylko 43 650 zł brutto (35 779 zł netto), a Fiat Panda Van 1.3 Multijet wyceniony został na 44 900 zł brutto (36 803 zł netto). Najtańsza Kia Picanto Van 1.1 CRDI Family warta jest 39 400 zł brutto (32 295 zł netto). Nie muszę wspominać, że żadne z powyższych nie spełniają naszych wymagań idealnego, miejskiego samochodu dostawczego - Logan, mimo że jest tani i naprawdę przewiezie nawet 800 kg, to jednak długość wynosząca 4,4 m może go "skasować" w wyścigu po miejskich i wąskim uliczkach. Fiat i Kia są natomiast niewielkie w każdą stronę - Panda mieści tylko 1000 l w bagażniku i ma ładowność tylko 500 kg, a Picanto jest jeszcze "słabsze" (niecałe 900 l i 430 kg).

Czy zatem Citroen Nemo jest idealnym samochodem dostawczym do miasta? Z pewnością jest jednym z najlepszych i 100% wartym tytułu "Van Of The Year 2009", chociaż jego rodzeństwo w postaci Peugeota Bippera oraz Fiata Fiorino także ma wiele indywidualnych zalet. Zwłaszcza ten ostatni oferuje osobową, w pełni przeszkloną odmianę Qubo, której dwójka z koncernu PSA może co najwyżej pozazdrościć.