Peugeot 208 1.2 ETG Active

Mimo, że 'bez barier', to przed Wami jeden z trudniejszych testów w mojej historii. Właśnie dlatego, że zabrałem się za samochód z programu Peugeota o tym tytule. Pozwala on niepełnosprawnym cieszyć się (a czasem smucić i wściekać, tak samo jak i my) z prowadzenia samochodu.

Francuski producent, przy współpracy z firmą Veigel, w ośmiu wersjach czterech swoich modeli oferuje system pozwalający prowadzić samochód osobom z dysfunkcją nóg. Urządzenie HB Classic II dostępne jest w modelach 208, 2008, 301 oraz Partner. Właśnie 208-ka z trzycylindrowym silnikiem 1.2 oraz zautomatyzowaną przekładnią ETG trafiła w nasze ręce. I wyłącznie ręce, bo choć system pozwala na prowadzenie samochodu korzystając z pedałów gazu i hamulca, postaram się udowodnić, że jazda z tego typu usprawnieniem może niemal niczym nie różnić się od standardowego prowadzenia Peugeota.

Rączka od parasola
Mniej więcej tym różni się standardowy Peugeot 208 od wersji w naszym teście. Wzdłuż lewej strony konsoli środkowej zamocowano coś, co przypomina wspomnianą wyżej rączkę. Nie ingeruje przy tym w konstrukcję samochodu, ani w jego wygląd. A więc żadnego demontażu deski, krojenia, cięcia i tym podobnych wygibasów. Uzupełnia samochód, a nie przekształca go.

Obsługa urządzenia jest banalna. System popychaczy przekazuje nasze intencje pedałom ? a więc urządzenie jest czysto mechaniczne i nie ma żadnego elementu połączonego z elektroniką samochodu. Jeśli chcemy samochód zatrzymać, wystarczy całe urządzenie popchnąć do przodu, jakbyśmy przekładali dźwignię. Jeśli chcemy ruszyć, bądź przyspieszyć, przekręcamy do siebie "manetkę". Oprócz tego mamy jeszcze przycisk pozwalający zablokować mechanizm w pozycji "z wciśniętym hamulcem". I tyle teorii. Nic tu więcej nie ma.

Nauka na nowo
Praktyka jednak nie jest taka prosta, przynajmniej na początku. Do kierowania samochodem zostaje nam tylko lewa ręka. Prawa operuje gazem i hamulcem. Trzeba się wszystkiego od nowa nauczyć, przede wszystkim wyczucia.

Przekładam więc dźwignię zmiany biegów na luz i powoli ciągnę do siebie manetkę. Już wiem, że jestem nieco za niski i mam ją za blisko ciała. Ale to tylko dlatego, że awaryjnie fotel mam ustawiony pod możliwość pracy nogami. Po początkowym etapie bezwładności (luźno "chodząca" manetka), samochód zaczyna próbować przyspieszać. Później przejdę do tego, dlaczego tylko próbuje. Chwila bezwładności spowodowana skrzynią ETG i już jadę. Nie różni się to w zasadzie niczym od jazdy skuterem, poza tym, że manetka obraca się metodą "klamki" a nie standardowego obrotu wokół swojego środka. Samochód po prostu przyspiesza, nawet miejscami całkiem żwawo. Jedyna wada - jak dla mnie pozycja startowa powinna być pod nieco innym kątem. W końcu każdy chciałby sobie czasem "przycisnąć". Albo po prostu sprawnie wyprzedzić. A w sytuacji wciśnięcia gazu do oporu trzeba rękę wykręcić pod nieco zbyt dużym kątem. Poza tym ? nie mam zupełnie zastrzeżeń do pracy mechanizmu.

Hamować trzeba umieć. Powie Wam to każdy instruktor szkoły doskonalenia jazdy. W naszym "ręcznym" przypadku to stwierdzenie nabiera nowego sensu. Pierwsza próba hamowania mogła się skończyć wybiciem zębów, gdyby nie kontrowersyjne ustawienie kierownicy w nowych Peugeotach. Po prostu popchnięcie dźwigni do oporu powoduje zatrzymanie samochodu "w miejscu". Jeśli kiedyś uczyliście się jeździć automatem i pierwszy raz użyliście do hamowania lewej nogi - znacie to uczucie. Prawa ręka jest silna ? ma wystarczająco dużo mocy, żeby wepchnąć pedał do podłogi. Tak więc pierwsze dwa dni testu powodują we mnie nieco nerwowe reakcje. Muszę też dość dziwnie wyglądać na ulicy, bo nie można moich prób nazwać całkowicie płynną jazdą. Piątego dnia testu prawą dłoń mam już delikatną i precyzyjną niczym ręka kardiochirurga podczas operacji. Mogę nawet delikatnie dohamowywać i jednocześnie tuż po tym dodawać gazu. System pozwala na jednoczesne używanie dwóch pedałów. O ile oczywiście mocno się skupię. Tydzień z tym Peugeotem na nowo uczy skupienia za kierownicą na wielu różnych rzeczach. Nie ma mowy o szybkiej zmianie stacji radiowej, bawieniu się nawigacją czy komputerem pokładowym. Podział uwagi na obserwację otoczenia i koordynację lewej ręki z prawą może być wyzwaniem.

A właśnie: kierowanie. Każdy z nas prowadzi czasem samochód jedną ręką. Bo druga odpoczywa, albo tak wygodniej. To teraz zastanówcie się, w jakich robicie to sytuacjach i czy jest to lewa ręka (w przypadku kierowców praworęcznych)? Coś, co choć niepolecane, wydaje się naturalne, okazuje się wcale nie być bardzo proste. Ciasne ronda są tego najlepszym przykładem. Na szczęście w Peugeocie kierownica jest niewielka, a układ kierowniczy pracuje dość lekko, więc po krótkim ogarnięciu tematu nie będzie problemu z prowadzeniem 208-ki w większości przypadków. Choć zdarzyło mi się "dla bezpieczeństwa" puścić gaz, żeby lepiej złapać kierownicę i pewniej przejść przez zakręt. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Na pewno takim samochodem jeździ się wolniej.

Wsparciem dla prowadzącego jest dodatkowo tempomat. Zwykły tempomat, a często przydaje się, jako wytchnienie dla prawej, ciężko pracującej ręki. Nie jest jednak tak, że samochód nie ma wad i prowadzi się go banalnie. Jednak w żaden sposób nie można winić za to systemu firmy Veigel. To po prostu cecha wrodzona testowanego egzemplarza.

Całe zło tego świata
No niestety, choć osobiście Peugeota 208 bardzo lubię i uważam go za udany miejski samochód, to testowaną wersję odradzę każdemu, niezależnie od systemu prowadzenia.

Sam trzycylindrowy silnik 1.2 nie jest w sumie zły, choć lubi wysokie obroty, brzmi miejscami jak diesel i tak naprawdę jest wystarczający głównie dla mieszczuchów. Najwygodniejsza prędkość do jazdy w trasie to około 90 km/h, a więc dla spokojnego kierowcy. Autostrada to zdecydowanie nie jego żywioł - na ostatnim biegu, przy 140 km/h silnik ma już 4300 obrotów i zapewnia przy tym dość intensywne wrażenia akustyczne. Jednak w wielkim mieście z powodzeniem spełni swoją rolę. Ale, drodzy Francuzi, nie idźcie drogą ETG.

Nigdy nie lubiłem skrzyń zautomatyzowanych. Ich idea jest mi całkowicie obca, a to, dlatego że jeszcze nikomu nie udało się stworzyć przekładni, która byłaby, chociaż trochę podobna w działaniu do skrzyni automatycznej. Ta w Peugeocie zupełnie się nie sprawdza. Jest wolna, reaguje irracjonalnie i nigdy nie wiadomo, czego się po niej spodziewać. Po wciśnięciu gazu najpierw chwilę pomyśli, potem wrzuci bieg, a potem dopiero ruszycie. Ten za wami zdąży trzy razy zatrąbić. A już jak trzeba będzie zwolnić i zaraz ruszyć (przepuścić kogoś, dojechać do świateł, które się właśnie zmieniają itp.) - po zwolnieniu skrzynia nie zrzuci biegu (albo zrobi to bardzo powoli), po wciśnięciu gazu najpierw wysprzęgli, potem zastanowi się, który bieg wrzucić (czasem zdarza jej się najpierw jeden, potem inny) i dopiero ruszycie. Potrafi też uparcie trzymać silnik na 4000 obr./min. i niechętnie zmieniać bieg na wyższy. Albo z kolei po wciśnięciu/przekręceniu gazu do oporu nie zredukować... Najpierw, bo potem, kiedy nie będziecie tego potrzebować, to zrobi. Aaaa. Naprawdę, potrafi zabić całą przyjemność z jazdy.

Z tego też powodu samochód czasem tylko próbuje przyspieszać - bo najpierw myśli. I myśli. I myśli. Dlatego też, mimo niemal 500 km testu, jedyna szansa na płynną jazdę była wtedy, kiedy skrzynię przerzuciłem w tryb manualny, a przed każdą zmianą biegu puszczałem gaz - wtedy nie wybija zębów o kierownicę nagłym odcięciem napędu. Ale o ile jest to do zrobienia w standardowym Peugeocie - w testowanej wersji do obsługi chociażby manetek przy kierownicy przydałaby się trzecia ręka.

Brak płynnej jazdy to również brak oszczędności. Co prawda producent zapowiada, że 208 1.2 PureTech ETG w mieście spali mniej niż z manualną skrzynią biegów i to aż o litr, osiągając niesamowite spalanie na poziomie 4,5 l na 100 km, ale prawda jest bolesna. Kierowca testowy, różne warunki drogowe, miasto stołeczne. Wyniki między 6,9 a 9,5 l/100 km ze średnim spalaniem na poziomie 8 l/100 km. Może za dużo oczekiwałem? Albo mały Francuz wymaga bardzo delikatnego obchodzenia się z pedałem gazu. W trasie jest lepiej - można spokojnie zmieścić się poniżej 5,5 l/100 km. Ale zakładane przez producenta 3,9 to też nie jest.

Solidny
Jak już wspomniałem, adaptacja dla niepełnosprawnych nie powoduje znaczących zmian w konstrukcji samochodu, dlatego też we wnętrzu możemy spodziewać się po prostu solidnego mieszczucha. Jest trochę plastikowy w wersji Active (testowane na naszych łamach Allure robi dużo lepsze wrażenie), ale w przeciwieństwie do niektórych konkurentów posiada materiał pod lewym łokciem. Brakuje za to podłokietnika między fotelami (opcja za 300 zł).

Adaptacja może przeszkadzać niektórym osobom, gdyż ogranicza miejsce z prawej strony do wysokości ud. Choć jak wspomniałem wcześniej, można to zminimalizować w przypadku osoby niemogącej korzystać z nóg, odsuwając fotel dalej, kierownica pozwala na dość szeroki zakres regulacji. Za to przydałoby się móc opuścić fotel trochę niżej - w 208 siedzi się "zbyt taboretowo". Poza tym problemu z miejscem nie będzie. Nawet z tyłu, choć wersja trzydrzwiowa standardowo utrudnia trochę dostęp do kanapy.

Drogie trzy drzwi
Testowany egzemplarz w wersji z jedną parą długich drzwi (łatwiej wsiąść np. przesiadając się z wózka) zaczyna się katalogowo od 53 900 zł (1.2 Active ETG). Do tego wyposażenie 8500 zł. W skład dodatków wchodzi nawigacja satelitarna, piętnastocalowe alufelgi, ciemne szyby, tempomat, czy czujniki parkowania z tyłu. Brak za to automatycznej klimatyzacji. To w sumie daje nam 62 400 zł (bez uwzględniania promocji). No i adaptacja, za którą trzeba wyłożyć ok. 6000 zł. A więc niemal 70 tysięcy złotych za możliwość poruszania się samochodem, który widzicie na fotkach.

Zalety:
+ prosta adaptacja dla niepełnosprawnych, niewymagająca ingerencji w samochód
+ przyzwoite zawieszenie do codziennej jazdy po mieście
+ niezła jakość wykonania

Wady:
- przekładnia ETG
- zautomatyzowana skrzynia biegów
- napęd przenoszony na koła w wyjątkowo zły sposób

Podsumowanie:
Peugeot 208 to bardzo dobry miejski samochód z fatalną skrzynią biegów. Ciężko doradzać taki wybór, mimo wcale nie niskiej ceny egzemplarza testowanego, ale chyba warto wybrać wersję 1.6 Allure z klasycznym automatem (choć zaledwie czterobiegowym). Dopłata ok. 9000 zł zaoszczędzi wiele nerwów, a jazdę w wersji z adaptacją uczyni dużo płynniejszą. Sama adaptacja sprawdza się w niemal 100%. Jest prosta, dość wygodna i nie powinna nikomu sprawiać problemów, po nauce zastąpienia nóg rękoma.