Renault Kangoo II 1.5 dCi 85 KM Helios

Kangur, skoczek, torbacz - to kilka z pieszczotliwych nazw Renault Kangoo. Całkiem niedawno do polskich salonów trafiła druga generacja francuskiego dostawczaka. Jest większy, bardziej przestronny i dojrzały. Czy to wystarczy, aby pokonać swoich rywali?

W połowie lat 90-tych klient nie miał zbyt dużego wyboru na rynku małych samochodów dostawczych. Producenci oferowali konstrukcje może i udane, ale mało funkcjonalne i po prostu niezbyt młode. Bo jak inaczej można określić typowe "osobówki z doklejoną budką", wśród których prym wiodły takie auta jak Citroen C15 (bazujący na archaicznym modelu Visa), Renault Express (podstawą był równie niemłody model Super 5) czy Fiat Fiorino (powstały na Uno). Zdecydowanie najnowocześniejszymi konstrukcjami były wówczas Opel Combo, który bazował na Corsie B oraz Volkswagen Caddy korzystający z płyty podłogowej Polo III generacji.

Jednak rok 1996 okazał się przełomowy dla tego segmentu. Koncern PSA przedstawił pod postacią Citroena Berlingo i Peugeota Partnera nowy, rewolucyjny model, który od początku do końca został zaprojektowany jako samodzielne, małe auto dostawczo-osobowe, a nie jak dotychczas samochód miejski z "doklejoną budką". Modele te wyróżniało przede wszystkim płynne przejście kabiny w część dostawczą oraz dzięki zdecydowanie większemu rozstawowi osi, funkcjonalność polegająca na dołożeniu przesuwanych drzwi bocznych. Upodobnione designem do Citroena Saxo i Peugeota 106 oraz technicznie bazujące na większych modelach (przednie zawieszenie z Citroena ZX/Peugeota 306, tylne z Peugeota 405 Kombi) Berlingo i Partner od razu zdobyły ogromne uznanie i momentalnie zdominowały segment, w którym się pojawiły.

Konkurencja jednak nie zasypiała gruszek w popiele. Najwcześniej, choć dopiero rok po debiucie modeli z koncernu PSA, pojawiło się Renault Kangoo - przyjaźnie, niemalże zabawkowo wyglądające autko, które zmusiło Citroena i Peugeota to drastycznego "podzielenia się" klientami. Osiągając poziom sprzedanych aut w wysokości ponad 2,2 mln sztuk, Kangoo pierwszej generacji wytrzymało na rynku blisko 11 lat oferując zadziwiającą mnogość wersji (m.in. przedłużaną odmianę Grand Express, terenową Pampa z napędem 4x4), ratując się w 2003 roku jednym, delikatnym liftingiem. Dziś czas na prezentację następcy. Na zeszłorocznym Salonie Samochodowym we Frankfurcie Renault zaprezentowało nowy model - Kangoo II, który miesiąc temu wjechał do polskich salonów. Do naszej redakcji trafiła odmiana Helios z 85-konnym silnikiem 1.5 dCi. Czas sprawdzić, czy następcy Citroena Berlingo i Peugeota Partnera, którzy także już wkrótce u nas zagoszczą, mogą się zacząć poważnie bać konkurencji.

Przyjemny pyszczek czy obrzydliwa żaba?
Zanim dojdziemy do urody drugiej generacji Renault Kangoo, przyjrzyjmy się wymiarom małego Francuza. Nie trzeba specjalnie wpatrywać się w błękitną bryłę nadwozia, żeby stwierdzić, że "torbacz" urósł w każdą stronę. Bazujące na płycie podłogowej Megane/Scenic auto jest dłuższe aż o 18 centymetrów (mierzy 4,2 m), szersze o 16 centymetrów (ponad 1,8 m) i wyższe, choć tylko o symboliczne 9 mm (nieco powyżej 1,8 m). Powiększeniu uległ także rozstaw osi, który teraz wynosi 2697 mm (poprzednio: 2605 mm). Nowe Kangoo jest po prostu teraz bardziej nadmuchane i napakowane, co oczywiście przekłada się na przestrzeń wewnątrz samochodu. Niewielką różnicę w wysokości można wytłumaczyć faktem, że zmniejszył się prześwit i dostawcze Renault bardziej urosło "w dół", niż "w górę".

Pytanie tylko, czy to auto przypadnie Ci do gustu? Rozwinięcie lekkiej, wręcz zabawkowej stylizacji poprzednika nie każdemu się podoba. Wyłupiaste reflektory mogą przywodzić na myśl oczy ropuchy, wypukła szyba czołowa i "krzywo" wmontowane boczne w przednie drzwi też wywołują kontrowersje, a tylne światła o wysokości metra mają co najmniej dziwne kierunkowskazy. Nie wspominając już o fakcie, że żarówka biegu wstecznego mieści się jedynie w prawej lampie, a w lewej jest... zaślepiona.

Ja jednak optymistycznie spoglądam na "Kangura" i stwierdzam, że to auto ma urok pluszowego misia. Pyszczek jest przyjemny, zwłaszcza z szeroko uśmiechniętym wlotem powietrza w zderzaku, ogrom powierzchni przeszklonych mocno optymistycznie nastraja wnętrze, a za przesuwane drzwi z obu stron samochodu wreszcie nie trzeba dopłacać. Cała reszta to stare, dobre Kangoo, a więc mocne przetłoczenia nadkoli skrywające 15-calowe koła z felgami z lekkich stopów i typowe zagłębienia w nadwoziu skrywające szyby. Szkoda, że nowa generacja dostawczego Renault nie odziedziczyła pokaźnej pokrywy silnika, która uchylała się do przodu - teraz mamy malutką, aluminiową maseczkę skrytą między plastikowymi błotnikami.

Nowa nadzieja
Jeśli masz uraz do samochodów dostawczych, że ich wnętrza są "gołe" i wszędzie wystaje nieosłonięta blacha (żebyś nie zapomniał, jaki kolor ma nadwozie - głupota, i tak zawsze jest białe), zapraszam na fotel kierowcy Kangoo. Wszędzie gdzie nie spojrzysz plastik. Twardy, chropowaty, o ciekawej fakturze, dobrze spasowany, ale plastik. Do tego trzeba przyznać, że ciekawie zaprezentowany na desce rozdzielczej, która cieszy nasze oko bogactwem kolorów owego tworzywa. Tu ciemniej, tam jaśniej, ale wszędzie jednakowo twardo. Przydałoby się troszkę bardziej miękkich wykończeń, ale nie narzekam - odczucia przebywania w nowym "Kangurze" są podobne jak w Sceniku.

Deska sięga daleko pod szybę, finezyjnie "zlewa" się nad schowkiem przed pasażerem, a wyloty powietrza są ciekawie w nią "wtopione". Jest także ergonomicznie, bo wysoko umieszczony lewarek zmiany biegów jest wygodny, podobnie jak stylizowana na lotniczą przepustnicę dźwignia hamulca ręcznego. Nie mam także żadnych zastrzeżeń do obsługi zaadoptowanego z Clio panelu seryjnej klimatyzacji manualnej oraz sterownika radia z możliwością odtwarzania utworów w formacie MP3. Zresztą jeśli chodzi ergonomię, to w Renault nigdy nie było problemów. No, może poza jednym wyjątkiem - osłona przeciwsłoneczna. Wyprofilowanie podsufitki tak zrobiono, że kierowca może zasłonkę odchylić tylko lewą ręką. Ja osobiście lubię prawą - no i nie da się.

Dla taty, mamy, córki, misia...
Zastrzeżenia można mieć do pozycji za kierownicą. Fotel jest miękki i odpowiednio szeroki, ale siedzisko ma zdecydowanie za krótkie, brakuje regulacji jego pochylenia i po pewnym czasie podróży zaczynamy odczuwać niewygodę w okolicach ud. Ponadto kierowca o wyższym wzroście i odpowiednio dłuższych nogach może uderzać kolanem w szeroką, środkową konsolę. Kierownica jest za to bardzo wygodna i mimo iż posiada tylko regulację pionową, nie powinna sprawić kłopotów w dopasowaniu się.

Dostęp do tylnej kanapy z wyraźnymi wyprofilowaniami dla trzech pasażerów jest wyjątkowo łatwy dzięki szerokim, odsuwanym do tyłu drzwiom umieszczonym po obu stronach nadwozia. Nowe Kangoo to jedno z niewielu aut, w których z tyłu wygodnie zmieszczą się trzy osoby obok siebie. Nic dziwnego, gdyż szerokość wnętrza osiągnęła tu aż 1540 mm (z przodu 1510 mm). Miejsca jest mnóstwo, zarówno na nogi jak i przede wszystkim nad głowami - mimo tego, że drugi rząd jest wyżej umiejscowiony od pierwszego, to i tak od siedziska do sufitu mamy ponad 110 cm.

Przestronność - do tego jestem stworzony
Nie zapominajmy w tym aucie o schowkach. Często piszę, że schowków jest dużo, że są praktyczne, ale Kangoo przebija wszystko to, co dotychczas widziałem. Ponad 100 litrów pojemności mówi samo za siebie. Najbardziej zachwyca ogromna półka pod sufitem nad głowami pasażerów przedniego rzędu (mieści 27 litrów różnorodnego bagażu), lotniczy schowek z trzema klapkami dla pasażerów drugiego rzędu (dopłata 600 złotych), czy ogromny "kubeł" w podłokietniku (spokojnie mieści gaśnicę na stojąco) i mniejsze półeczki w desce i wnęki w podłodze. Rysą na diamencie funkcjonalności jest schowek przed pasażerem - nie dość, że umiejscowiony nisko i klapa opiera się na kolanach, to jeszcze przez "spływającą" deskę nieco trudno się dostać do jego czeluści.

Przestronność wnętrza odczujemy w bagażniku. Dostęp do niego jest bardzo wygodny, dzięki lekko i wysoko unoszonej tylnej klapie, którą za dopłatą 300 złotych możemy zamienić na otwierane na boki drzwi. Standardowo Kangoo II oferuje 660 litrów - to wystarczająco dużo, jak na wakacyjny wyjazd i zdecydowanie więcej od np. Scenika (430 l), ale w porównaniu z konkurencją, jest zaledwie przyzwoicie. Rekordzistami w klasie są Fiat Doblo (750 l) i Ford Tourneo Connect (830 l).

W Renault Kangoo cieszą takie detale jak możliwość zamontowania półki na dwóch wysokościach (wyżej i niżej), czy niemalże jednym ruchem składana kanapa (w proporcjach 60/40), która pozwala powiększyć przestrzeń bagażową do 2600 litrów. W opcji można dokupić składane oparcie przedniego fotela, a wówczas będziemy mieli możliwość przewożenia przedmiotów o długości dochodzącej do 2,5 metra (przestrzeń wzrośnie do 2866 l). Ładowność wynosząca 565 kg to przeciętna wartość.

Spiesz się powoli
Pod wspomnianą wcześniej niewielką pokrywą silnika trudno cokolwiek dostrzec. Szybki rzut oka w dane technicznej i już wiemy, że Kangoo napędza 1.5-litrowy turbodiesel dCi z bezpośrednim wtryskiem Common Rail o mocy 85 KM (63 kW). Maksymalny moment obrotowy wynoszący 200 Nm osiąga przy 1750 obr./min. Ma być cichy, oszczędny i dość dynamiczny. A jaki jest w praktyce? Wszystko się zgadza. Prawie. Cichy jest poniżej 3000 obrotów na minutę, oszczędny przy spokojnej jeździe za miastem, a dynamiczny... Stara się powyżej 3000 obrotów, ale mu to przeciętnie wychodzi. Do 1500 obr./min na gaz w ogóle nie reaguje, potem dostaje "kopa" od turbosprężarki i żywot kończy gdzieś w okolicach 3500-4000 obr./min. Przeciętnie.

Ale, ale, to przecież rodzinne auto, a nie wyścigówka dla singla. I tu sytuacja się nieco zmienia. Z rodziną na pokładzie odechciewa nam się szaleć, a więc nie wyprzedzamy na trzeciego doprowadzając 85 koników (i żonę) do wrzenia, nie przekraczamy 110 km/h, bo autostrad mamy tyle, co Młynek Nieświński (serio, istnieje taka miejscowość w Wielkopolsce) procentowo szans na stanie się organizatorem Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2018 roku, a poza tym świsty powyżej takich prędkości są takie, że skutecznie zagłuszają wszystko, co się da.

Główny winowajca? Potężne jak uszy słonia boczne lusterka, które z jednej strony powodują, że widać cały świat za "Kangurem", a z drugiej strony działają jak hamulec powietrzny w Mercedesie SLR. Może to pomaga, choć do hamulców nie miałem większych zastrzeżeń. Wątpliwości mógłbym mieć jednak do skrzyni biegów. Ma pięć, trochę niechętnie wchodzących przełożeń i przy wyższych prędkościach (tych wymuszanych, autostradowych) bardzo cierpi, że nie dostała szóstego. Uszy naszych pasażerów również.

W mieście jest zdecydowanie fajniej. Widoczność rewelacyjna (choć lusterko wewnętrzne jest małe i trzeba oderwać się od fotela, żeby je wyregulować), wysoka pozycja za kierownicą, miękko pracujące wspomaganie układu kierowniczego i mały promień skrętu. Co prawda na nierównościach nasze Kangoo, oczywiście jak na kangura przystało, lubi sobie poskakać, ale nie oczekujmy cudów od auta dostawczego na belce skrętnej z tyłu.

Nastawy zawieszenia są komfortowe i dziury w jezdni nie spowodują nieprzyjemnych braków w uzębieniu. Co najwyżej w trasie można mieć pewne obawy, do "kładącego" się w zakrętach auta, ale wszystko w granicach rozsądku. Po raz kolejny konstruktorzy Renault przemawiają do naszego rozsądku, abyśmy dbali o zdrowie naszych pociech i nie szaleli "Kangoorem". Gratisowo do życzeń dorzucają dwie poduszki powietrzne i ABS. Powinni jeszcze dorzucić bardziej wrażliwy układ kierowniczy, bo ten może nadaje się do manewrowania między wózkami pod marketem, ale w trasie daje raczej przeciętne czucie przednich kół.

Czy mam szansę?
Jeśli szukasz auta dla rodziny i do małego biznesu, to dobrze trafiłeś. Kangoo doskonale wpisuje się w lukę między Megane Grandtour, które ma znacznie mniejsze możliwości przewozowe, a Scenika, który także nie przebije "skoczka" pojemnością bagażnika, a co najwyżej ceną. Ta w wypadku testowanego Heliosa 1.5 dCi 85 KM wynosi 64 800 złotych. Za tą kwotę otrzymamy w wyposażeniu seryjnym ABS, dwie poduszki powietrzne, radio CD i manualną klimatyzację.

Na pewno warto dopłacić do "pakietu styl" obejmującego lakierowane zderzaki i halogeny (500 zł), komputera pokładowego (150 zł), elektrycznych lusterek (350 zł) czy nawet radia z odtwarzaczem płyt MP3 (300 zł). Kwoty niewielkie, ale warte doinwestowania. Do tych poważniejszych dopłat na pewno zaliczymy system ESP (1200 zł), poduszki boczne (1000 zł) czy komplet z kurtynowymi (1400 zł). Poza tym klient ma także do wyboru pozostałe wersje silnikowe - mocniejszego, 105-konnego turbodiesla 1.5 dCi za 68 800 złotych oraz tańszą, również 105-konną benzynę 1.6 16v wartą 60 100 złotych.

Do Renault Kangoo nie miałem nigdy jakiegoś "głębszego" stosunku emocjonalnego. Pierwsza generacja francuskiego dostawczaka była mi zupełnie obojętna, tej drugiej, obecnej, też jakoś nie pokochałem od pierwszego wejrzenia. Jednak kilka pierwszych kilometrów uświadomiło mi, że to fantastyczny samochód rodzinny, który idealnie wpisuje się w obraz "auta dla mnie". Jest szalenie wygodny, przestronny i dobrze wykonany. 85-konne dCi mógłbym zamienić na mocniejszą, 105-konną odmianę, choć przy testowym silniku spalanie lubi oscylować wokół 6 litrów, co bardzo cieszy.

Największą frajdę miała jednak moja rodzina, córki, żona. To idealne auto na rodzinne wypady - takie krótsze, weekendowe jak i te dłuższe, wakacyjne. Renault zrobiło kawał dobrej roboty i mimo, że Kangoo II nie wprowadza rewolucji (pierwsza generacja też tego przecież nie zrobiła), to jest to dobra ewolucja idąca we właściwym kierunku.