Skoda Octavia II Combi 1.9 TDI DSG Ambiente

Jesień to paskudna pora roku. Deszcz, błoto, porywisty wiatr i niskie temperatury. Szukasz spokojnego miejsca i najchętniej siedziałbyś w domu we własnym łóżku. Jeśli musisz jednak gdzieś wyjechać, to idealnym autem będzie Skoda Octavia.

Nie musisz być fanem samochodów, aby rozpoznać Skodę Octavię. Praktycznie nie musisz w ogóle się na nich znać, żeby za którymś razem wyłowić ją z tłumu. Nie licząc pierwszej staruszki Octavii (1959-1971), którą pamiętają jedynie weterani oraz miłośnicy zabytkowych samochodów, tą właściwą znamy już 10 lat. Obszerny liftback (lub kombi) stworzony na płycie Volkswagena Golfa wyznaczył przed Skodą nową drogę. Klient miał do wyboru dziesiątki wersji, pod maską gościło kilkanaście silników od 60-konnego silnika 1,4 do 2-litrowego 300-konnego potwora montowanego w rajdowej WRC. Z resztą Octavia I produkowana do dziś i oferowana jako model Tour jest znakomitą propozycją w klasie kompaktów pod hasłem "tak wiele za tak niewiele".

Czeska firma jednak nie rozwijałaby się, gdyby nie wprowadziła następczyni. I tak w 2003 roku zaprezentowano Octavię II, stylem nawiązującą do pierwszej generacji, jednak znacznie nowocześniejszą, wygodniejszą i obszerniejszą. Tu również klient ma wielki wybór. Od najsłabszych 1,4 (75 KM) i 1,9 TDi (105 KM) po najmocniejsze 2.0 TFSI (200 KM) oraz 2.0 TDi (170 KM), dwie wersje nadwoziowe, cztery wersje wyposażenia, trzy skrzynie biegów i napęd na 4 koła. Ceny podstawowych wersji może są jeszcze w stylu "starej dobrej Skody", jednak im dalej, tym drożej. Podstawowa wersja to wydatek niecałych 60 000 złotych (Octavia Hatchback Classic 1.4 75 KM - 58 300 zł), ale podwojenie tej sumy nie będzie trudnością (Octavia RS Combi 2.0 TDi 170 KM - 116 300 zł). My proponujemy najtańszego Diesla w kombi z nowatorską skrzynią biegów DSG.

STYL KLASYCZNY

Skoda Octavia drugiej generacji nie wzbudza skrajnych emocji. Ani nie jest obiektem westchnień fanów motoryzacji, ani samochodem, który wywołuje uczucie obrzydzenia. Po prostu jest. I może dobrze, bo wielu użytkowników dróg nie chce na siebie zwracać uwagę, po prostu chcą dobry i wygodny samochód do jazdy. I takie zadanie Czeszka spełnia idealnie. Linie są spokojne, proste i eleganckie, jedne są kontynuacją drugich, co widać szczególnie przy klapie bagażnika. Poza tym nadwozie kombi nie sprawia wrażenia, że tył samochodu robiono na siłę, co nie zawsze udaje się dobrze producentowi.

Przednia maska nie rozciąga się na całej szerokości przodu, ale zwęża się do atrapy tworząc kształt litery V (przy okazji z atrapy wyskakuje praktyczny uchwyt do otwierania maski). Poza tym ma ciekawe przetłoczenie ciągnące się od logo Skody do końca maski. Opcjonalne 16-calowe koła to również element, który pozytywnie wpływa na wygląd auta oraz co najważniejsze na prowadzenie i nasze bezpieczeństwo. Przy okazji nadwozie Octavii skrywa kilka praktycznych detali jak solidne klamki zewnętrzne, kierunkowskazy w lusterkach czy chociażby nowoczesne pióra wycieraczek Aero na wszystkich trzech ramionach. Jedynie szkoda, że antenę dachową można położyć, a nie odkręcić - troska o nią wzmaga się zwłaszcza podczas wizyt na myjni automatycznej.

STYL NIEMIECKI

Wnętrze Octavii to typowa niemiecka robota. Jest poukładane, solidne i szaro-smutne. Co nie znaczy, że czujemy się tu źle. Wręcz przeciwnie - jesteśmy zdominowani i przytłoczeni deską rozdzielczą, a to budzi w nas wewnętrzne bezpieczeństwo. Pomijam oczywiście 4 poduszki powietrzne i ABS w standardzie każdej wersji. Może nie mamy uczucia przebywania w bunkrze, ale wrażenie solidności jest jak najbardziej na miejscu. I ani dobra tapicerka na twardych, ale bardzo wygodnych fotelach (czyt. nasz kręgosłup spokojnie wytrzymuje na nich 500 kilometrów) nas od tego nie odciąga, ani świetnie spasowana deska, ani kierownica pokryta miłą w dotyku skórą (m.in. ze sterowaniem radia).

Do tego stylu trzeba się przyzwyczaić, podobnie jak do oryginalnie ustawionych cyfr na zegarach ("na okrągło"). Umieszczony między nimi wyświetlacz komputera pokładowego ma wiele funkcji i jest czytelny. Niestety szybka liczników lubi odbijać otoczenie zewnętrzne, tj. kluczyk w stacyjce czy nasze kolano. Do opcjonalnego systemu nawigacji w jedynym słusznym (?) języku niemieckim już nie da się przyzwyczaić. Jedynym jego plusem jest radioodtwarzacz, który dzięki bardzo dobrym głośnikom naprawdę świetnie gra. I prawdę powiedziawszy od tego, to akurat ciężko się odzwyczaić.

Cała reszta jest po prostu intuicyjna na czele ze wszystkimi przełącznikami i pokrętłami półautomatycznej klimatyzacji. Z zamkniętymi oczami trafiamy na to, co chcemy zmienić czy włączyć. Ergonomia na najwyższym poziomie, ale to w Volkswagenach zawsze było standardem, więc w Skodzie też już jest. Mocną stroną wnętrza Octavii jest ilość schowków - oszałamiająca. Mamy główny w desce, na konsoli środkowej (przyjemnie zamykane klapki), pod fotelem pasażera, zagłębienie przy fotelu kierowcy, pod podłokietnikiem, potężne kieszenie w drzwiach mieszczące butelkę, w konsoli środkowej dla pasażerów z tyłu... Po prostu obłęd.

Jeśli już jesteśmy przy tylnej kanapie, to warto wspomnieć, że dwójce pasażerów będzie na niej idealnie. Siedzenie jest dobrze wyprofilowane, zarówno na kolana jak i na głowy nie braknie przestrzeni. Jednak jeśli będziemy chcieli przewieźć naszą pociechę w foteliku, to pasażer z przodu będzie musiał się porządnie podsunąć pod deskę, jednocześnie ograniczając sobie miejsce na kolana. Na środku można siedzieć, jednak lepiej na krótkim dystansie.

Dzięki dużemu zwisowi tylnemu Octavia Combi oferuje nam przepastny bagażnik. 580 litrów to jak na przerośniętego kompakta ogrom przestrzeni. Z resztą nie tylko na kompakta. Złożenie asymetrycznie dzielonej kanapy daje nam dodatkowe 1000 litrów (1620 l). Pod podłogą znajdziemy ukryty schowek, również boczna ścianka ma dla nas małą skrytkę. Bardzo praktyczne. Z resztą roleta składana jednym naciśnięciem palca również.

STYL AUTOMATYCZNY

Testowana Octavia została wyposażona w schodzący powoli ze sceny wysokoprężny silnik 1.9 TDI o mocy 105 koni mechanicznych. Z rana lubi dość głośno sobie ponarzekać, później nieco cichnie, ale nie daje nam zapomnieć, że jedziemy "grzechotnikiem". Na szczęście ma pokaźny moment obrotowy (250 Nm przy 1900 obr./min) i całkiem nieźle daje sobie radę z ważącą ponad 1400 kg Skodą. Średnie spalanie na poziomie 7,2 litra na 100 kilometrów uważam za dobry wynik (najniższe w trasie 6,5), jednak przy odrobinie chęci i samozaparcia mogłoby być jeszcze niższe.

Nie trzeba często sięgać do lewarka. W zasadzie w ogóle nie trzeba. W naszym samochodzie zamontowano nowatorską automatyczną skrzynię biegów DSG (Direct Shift Gearbox). Czym różni się od zwykłego automatu? Na pierwszy rzut oka choćby tym, że ma 6 biegów. Technicznie jest znacznie więcej różnic, a największą jest to, że w jednej skrzyni mamy dwa sprzęgła oraz dwa wałki napędowe. Na czym zabawa polega w teorii? Jedno sprzęgło i jeden wałek obsługują biegi parzyste, a druga para nieparzyste. Dzięki elektronice skrzynia wykrywa, kiedy nastąpi zmiana biegu i już następny ma przygotowany na drugim sprzęgle.

Jak ma się to w praktyce? Niby dajemy na "Drive", wciskamy gaz i jedziemy. Jednak zmiana biegów na wyższy, czy redukcja są praktycznie niezauważalne i odbywa się to tak komfortowo, że ciężko się zorientować, czy dalej jedziemy na dwójce, czy już na trójce. Co prawda słyszymy to po dźwięku silnika, jednak wrażenie jest naprawdę niesamowite. Przy okazji komputer sterujący skrzynią świetnie dobiera przełożenie i gdy np. toczymy się w korku 40-50 km/h, ten "zapina" z powodzeniem 6 bieg. Każde jednak mocniejsze dodanie powoduje odpowiednią redukcję. Bardzo milutko.

Skrzynia DSG oprócz zwykłego trybu Drive, oferuje nam jeszcze Sportowy. Różni się tym, że komputer agresywniej zmienia biegi i każdy z nich dokręca praktycznie do czerwonego pola. Jednak moim zdaniem tryb zbędny. Dlaczego? Otóż producent zaoferował nam jeszcze możliwość sekwencyjnej zmiany biegów - chcemy wyższy, popychamy dźwignię do przodu, chcemy niższy, pociągamy do siebie. Wszystko przyjemnie i delikatnie. Jednak, gdy zejdziemy do za niskich obrotów (tak, żeby np. przygasić samochód na obrotach), komputer sam zredukuje bieg. Podobnie ma się sprawa z podejściem do czerwonego pola. Znów ingerencja komputera. Sprytnie, inteligentnie, po co więc tryb "S"?

Twarda charakterystyka zawieszenia i naprawdę dobre hamulce to tylko dodatkowe elementy wpływające na bezpieczną i spokojną jazdę. Skodę prowadzi się wyjątkowo dobrze, auto nie buja się i nie pochyla w zakrętach, a przy okazji czujemy się przy tym swobodnie i komfortowo.

STYL SKODY

Nowej Octavii trudno coś zarzucić. Przerosła kompakty do których należy, do takich rozmiarów, że stara się konkurować z samochodami klasy średniej. Oferuje nam 4,5 metra solidnego "niemiecko-czeskiego" kombi z ogromnym bagażnikiem, które w standardzie dostaje 4 poduszki powietrzne i ABS. O takich elementach jak wszystkie szyby elektryczne, manualna klimatyzacja czy czujniki parkowania nie wspominam. Czyli ma praktycznie wszystko. Do tego jazda szczególnie kombinacją 1.9 TDI i DSG uspokaja i nastraja optymizmem po tym jak nas doleje, przewieje i doziębi.

Skoda Octavia Combi Ambiente z silnikiem 1.9 TDI (105 KM) i manualną skrzynią biegów kosztuje 81 300 złotych. Za dopłatą 7 300 złotych dostajemy fenomenalną przekładnię DSG. W zasadzie dużo jak za przerośnięty kompakt. Do tego amatorzy machania lewarkiem stwierdzą "po co ten automat, lepsza jest skrzynia manualna". Owszem, ja też tak myślałem. Dopóki nie przejechałem się Skodą Octavią z DSG. Poza tym wcale nie musimy kupować droższej wersji Ambiente, tylko podstawową Classic - wyniesie nas 81 900 złotych. Stracimy praktycznie tylko elektryczne szyby z tyłu i klimatyzację półautomatyczną, ale dokupimy ją w promocji za 999 złotych. Proste. Mówisz i masz.