Suzuki Alto 1.0 Comfort

Wielbiciele małych, miejskich wozidełek mają powody do zadowolenia. Konkurencja w najmniejszej klasie stale się powiększa. Do walki o klienta staje kolejny gracz - Suzuki Alto. Czy autko ma szanse pokonać wyjadaczy segmentu z Pandą i 'trojaczkami' z Kolina na czele?

Światowiec z bogatym doświadczeniem
Alto jest japońskie tylko z nazwy, ponieważ najmniejsze Suzuki produkowane jest w Indiach, a dokładnie w zakładzie w Delhi, gdzie popyt na tego typu samochody jest ogromny. To jednak nie zmienia faktu, że autko wygląda solidnie i nie traci na swojej "japońskości". Bliźniaczym modelem jest Pixo w gamie Nissana.

Chociaż Alto dopiero niedawno zadebiutowało w Polsce, to model ten wytwarzany jest przez Suzuki od 1979 r., a od 1981 r. występuje na zagranicznych rynkach, w tym w niektórych krajach europejskich, takich jak: Wielka Brytania, Niemcy czy Holandia. Testowany egzemplarz japońskiego "malucha" jest już w sumie piątą generacją modelu. Jego sprzedaż rozpoczęła się dokładnie w 30. rocznicę wprowadzenia do sprzedaży pierwszej serii pojazdu.

Prace nad najnowszym Alto rozpoczęły się w 2005 r. w Japonii, ale z dużym udziałem ekspertów ze Starego Kontynentu. Głównie chodziło o zaspokojenie innych upodobań stylistycznych europejskich nabywców w segmencie minisamochodów, które odbiegają od tych z Kraju Kwitnącej Wiśni. Tak oto z połączenia dwóch punktów widzenia powstała bryła najmniejszego z Suzuki o całkiem przyjemnym dla oka wzornictwie.

Do blisko tygodniowego testu otrzymaliśmy Alto w jednym z kolorów inspirowanych naturą. Niestety (dla mnie), był to najbardziej kobiecy, różowy odcień lakieru, przez co jeżdżąc autkiem czułem się dosyć dziwnie. Chociaż z drugiej strony, różowy "maluch" budził pozytywne emocje u innych uczestników ruchu i skutecznie rozweselał ulice.

Mieszczuch jak się patrzy
Kto jak kto, ale Japończycy zagadnienie korków znają chyba najlepiej. Tak, nasze problemy komunikacyjne (np. w Warszawie) to nic w porównaniu z tymi w Tokio. Sprawdźmy więc dokładniej ich receptę na sprawne przemieszczanie się po mieście.

W codziennych dojazdach do pracy małe Suzuki spisuje się bardzo dobrze. Benzynowy silnik 1.0 DOHC, rozwijający 68 KM mocy maksymalnej i 90 Nm maksymalnego momentu obrotowego, znany z modelu Splash (jedyny w ofercie), sprawnie napędza ważący niespełna 860 kg samochodzik. Wrażenia są dużo lepsze, niż można się spodziewać, patrząc na suche dane techniczne (0-100 km/h w 14 s). Oczywiście, mówimy w tym przypadku o jeździe w mieście, do czego to auto zostało stworzone. Jeśli już ktoś zdecyduje się wyruszyć w trasę, to niech przygotuje się na męczącą podróż i dokładne planowanie manewrów wyprzedzania.

Kabina jest dobrze wyciszona, dzięki czemu jazda jest przyjemna. Wibracje trzycylindrowego silnika przenoszone są do wnętrza tylko na postoju. Producent obiecuje, ze średnio w cyklu mieszanym Alto zadowala się blisko 4,5 l paliwa na 100 km. I tu rozczarowanie. Mój wynik w cyklu mieszanym (połowa dystansu to trasa, połowa miasto) to ponad 6 litrów. Trochę za dużo. Spalanie było sprawdzane wyłącznie fizycznie na stacji benzynowej, ponieważ w autkach segmentu A na próżno spodziewać się komputera pokładowego.

Odpowiedni komfort zapewnia optymalnie zestrojone zawieszenie, które co prawda sprawia, że nadwozie delikatnie przechyla się podczas szybciej pokonywanych zakrętów, ale jest trzymane w bezpiecznych ryzach. Jest w sam raz, nie za miękko, nie za sztywno. Z przodu zastosowano kolumny MacPhersona, a z tyłu belkę skrętną z wahaczami wzdłużnymi i drążkiem reakcyjnym. Wahacze kół przednich są przymocowane do ramy pomocniczej, co skutkuje cichszą pracą oraz większą stabilnością i sztywnością całego układu.

Z małą masą pojazdu dobrze radzą sobie hamulce (z tyłu bębnowe). Napęd na przednie kółeczka przekazuje 5-biegowa, ręczna skrzynia biegów. Jak to w tego typu pojazdach bywa, poszczególne przełożenia wchodzą z lekkim oporem, ale nie sprawiając większego kłopotu.

Dzięki niewielkim rozmiarom, znalezienie Alto miejsca do parkowania na zatłoczonym parkingu na niewielkiej przestrzeni nie stanowi już tak wielkiego problemu jak w większych autach. Zwrotność i zwinność zapewniają krótkie zwisy i niski promień skrętu - 4,5 m. W manewrowaniu na parkingu przeszkadza jednak progresywne wspomaganie kierownicy, które na postoju czasami zapomina o swojej roli.

Dużą zaletą najnowszego Alto jest jego pięciodrzwiowe nadwozie. Pasażerowie chcący się dostać do tyłu nie mają zatem problemów z wsiadaniem i wysiadaniem. Tylne szyby nie otwierają się tradycyjnie, tylko wzorem samochodów dostawczych, są uchylne. Takie rozwiązanie znane jest już np. z tzw. "trojaczków" z Kolina (Citroena C1, Peugeota 107 i Toyoty Aygo). Zaskakuje też całkiem spora kabina. Spokojnie zmieszczą się w niej 4 dorosłe osoby (na tyle samochód jest rejestrowany). Oczywiście na tylnej kanapie jest znacznie mniej miejsca niż z przodu, ale nie ma co narzekać.

Jak można się spodziewać, w miejskim autku o małych rozmiarach odbywa się to kosztem bagażnika, a w zasadzie tylnego schowka, który ma 129 litrów pojemności. Gdy chcemy zrobić nieco większe zakupy, możemy złożyć tylną kanapę, wtedy do dyspozycji dostajemy 367 litrów przestrzeni załadunkowej, a maksymalnie 774 litry. Niestety, kanapa nie jest dzielona, więc trzeba dokonać wyboru - albo większe bagaże, albo pasażerowie z tyłu.

Kabina japońskiego "malucha" jest utrzymana w dwukolorowej tonacji. Deska rozdzielcza jest prosta i czytelna. Panele radia i klimatyzacji są umieszczone wysoko, co nie odwraca uwagi od drogi. Pomiędzy nimi znaleziono miejsce na przegródkę z progiem na końcu, dzięki czemu drobiazgi nie powinny wypadać. Na samym dole, za dźwignią zmiany biegów, mamy do dyspozycji dwa uchwyty na napoje, podobnie jak w tylnych drzwiach. Komfortowe oparcie zapewniają przednie fotele ze zintegrowanymi zagłówkami.

Rażące niedociągnięcia
Ostatnimi czasy nasze wymagania w stosunku do samochodów trochę się zmieniły. Jesteśmy bardziej wymagający, nie wystarczają nam już tylko cztery koła i kierownica. Chcemy czegoś więcej, co skutecznie umila nam jazdę i podnosi komfort użytkowania. Suzuki o tym wie, ale chyba nie do końca. Z jednej strony dostajemy całkiem bogate wyposażenie. W bogatszej wersji Comfort znajdują się m.in.: bogaty pakiet bezpieczeństwa z 4 poduszkami powietrznymi, systemami ABS i ESP oraz centralny zamek z pilotem, radio z CD i manualna klimatyzacja, pełniącą rolę schładzacza.

Z drugiej jednak strony, to, co odpowiada standardom w dalekich Indiach, mocno razi w Europie. Materiały są dobrze spasowane, jednak ich jakość miejscami przypomina inną epokę. Jednoosiową regulację kierownicy wybaczamy w tym segmencie (za to jest regulacja na wysokość fotela kierowcy), ale brak sterowania elektryczną szybą pasażera w zasięgu kierowcy jest już irytujący. Nie prościej zlokalizować przyciski np. na konsoli centralnej, niż na drzwiach, jeśli już prowadzenie dodatkowej wiązki stanowi taki problem i oszczędność? Brak jest też przydatnej elektrycznej regulacji lusterek bocznych, a więc znowu musimy przechylać się przez całą kabinę.

Razi również słabej jakości radioodtwarzacz. Dźwięk wydobywający się z wyłącznie dwóch głośników pozostawia wiele do życzenia. Podobnie jak wyświetlacz, który w słoneczne dni jest nieczytelny. Nie możemy też liczyć na sterowanie radiem z kierownicy.

Więcej plusów czy minusów?
Patrząc na całokształt, raczej tych pierwszych. Minusy powinny równoważyć nie tak z kolei wygórowane ceny samochodu, które zaczynają się od niespełna 30 tys. zł (wersja Club). Za niemal kompletnie wyposażone Suzuki Alto należy zapłacić ok. 34 900 zł. Dopłaty wymaga tylko lakier metalizowany (1500 zł). W zamian otrzymujemy solidnego i zwinnego "mieszczucha" o niskich kosztach eksploatacji, który nie powinien przysporzyć kłopotów w przyszłości. Oczywiście, autko nie jest pozbawione wad, ale w tym segmencie trzeba patrzeć bardziej przychylnym okiem (tu ważną rolę pełni cena). Alto udowodniło, że jest pełnoprawnym przedstawicielem miejskich pojazdów. Konkurencja na polskim rynku ma kolejnego groźnego rywala. Dla klientów to pozytywna informacja.