Warning: fopen(/home/admin/domains/autogaleria.pl/public_html/_inc/roboty.txt) [function.fopen]: failed to open stream: Permission denied in /home/admin/domains/autogaleria.pl/public_html/_inc/blokada.inc on line 73
Warning: fputs(): supplied argument is not a valid stream resource in /home/admin/domains/autogaleria.pl/public_html/_inc/blokada.inc on line 74
Warning: fclose(): supplied argument is not a valid stream resource in /home/admin/domains/autogaleria.pl/public_html/_inc/blokada.inc on line 75 Głos z doliny | Skoda Yeti 1.2 TSI DSG Experience | Długi dystans autoGALERIA.pl
Wierzycie w to, że gdzieś w górach, pośród pokrytych śniegiem zboczy, żyje tajemniczy, niezidentyfikowany stwór? Historia o dziwnej, włochatej istocie ma w sobie coś, co pomimo swej absurdalności, każe nam choć przez chwilę zastanowić się nad jej prawdziwością... Postanowiłem zgłębić tajemnicę dziwnych dźwięków wypływających z Przełęczy Kocierskiej, poznając prawdziwe Yeti na jednej z najfajniejszych górskich tras w Polsce. Zapraszam na serpentyny Beskidu Żywieckiego!
Mając okazję przetestować Skodę Yeti, wybrałem się w polskie góry, spowite czarnymi, deszczowymi chmurami, by przy okazji przedstawić Wam pewną trasę, doskonałą na weekendową wycieczkę, odstresowującą po całym tygodniu wysłuchiwania utyskiwań szefa. Wiem, że nasze góry to wprawdzie nie Alpy, ale już od paru lat, nawijając kolejne kilometry przebiegu rozmaitymi autami, staram się przekonywać niedowiarków, że przy odrobinie fantazji i pewnej dozie samokontroli, także pomiędzy Bugiem a Odrą aktywni kierowcy mogą czerpać sporo radości z dynamicznej jazdy krętymi szosami.
Jedną z nich jest droga numer 781 z Andrychowa do Oczkowa przez Przełęcz Kocierską. Za chwilę podniesie się larum rozpętane przez mentorów drogowych, imputujących jakobym rzekomo namawiał czytelników do uprawiania nielegalnych wyścigów po górskich szosach. Gwoli ścisłości wyjaśniam więc od razu, że olej (także ten silnikowy) znajduje się na półkach w supermarkecie. Każdy zaś indywidualnie musi pilnować jego poziomu we własnej głowie. Ja nie jestem zobligowany do ponoszenia odpowiedzialności za innych, ale...
Żeby jechać, trzeba smarować
...z chęcią sprawdziłem poziom oleju w naszym redakcyjnym Yeti przed wyruszeniem w górską wyprawę. Stan "w normie" utrzymał się przez całe 1900 km "bytności" Skody w moich rękach. Przy okazji omawiania tematu smarowania silnika, warto zaznaczyć, że nasze Yeti 1.2 TSI wyposażone było w wyświetlacz temperatury oleju (jedna z funkcji komputera pokładowego). Jego wskazania na pewno przydadzą się kierowcom umiejętnie eksploatującym pojazdy z turbodoładowanymi silnikami (dla przypomnienia: rozgrzany płyn chłodzący nie musi oznaczać ciepłego oleju). Słowa "umiejętna eksploatacja" znajdują też zastosowanie w odniesieniu do powściągliwego korzystania z potencjału drzemiącego w silniku Yeti.
Po pierwsze: dynamiczne przyspieszanie ze startu stojącego oznacza częste "wierzganie" przednimi kołami (pomimo sporej szerokości opon). Wygląda na to, że Yeti ze skrzynią DSG brakuje wariantu pośredniego pomiędzy powolnym, nieco ociężałym ruszaniem spod świateł, a zrywem okupionym utratą przyczepności. Po drugie: sprawne wyprzedzanie na trasie. O dziwo, silnik TSI nie traci rezonu nawet po załadowaniu auta czterema osobami. Na szybko pokonanym odcinku dojazdowym do górskich zakrętów, Skoda potrafiła zużyć nawet 9,5 l/100 km. Traktowana łagodniej odwdzięczała się spalaniem o 2 l niższym. W tym przypadku umiar kierowcy świadczy nie tylko o jego kulturze, lecz także o szybkości odchudzania portfela...
Jak jest po niemiecku zakręt?
Tym niewybrednym pytaniem moi koledzy z liceum zwykli denerwować nauczycielkę języka niemieckiego. Gdybym był równie niemiły, powiedziałbym, że Yeti nie nadaje się do dynamicznej jazdy po górskich serpentynach. Ale byłoby w tym jedynie pół prawdy. Oto ta pierwsza połowa: lekko leniwy w środkowym położeniu układ kierowniczy do spółki z kołem kierownicy, którego nie sposób ustawić w położeniu zbliżonym do znanego ze zwykłych aut osobowych. Teraz czas na drugą, lepszą część prawdy o Yeti, użytkowanym w górskich warunkach: w miarę sztywne zawieszenie Skody nie pozwala na nadmierne wychylenia karoserii, co wcale nie jest oczywistością w przypadku samochodów mających udawać terenówki.
Podróż po krętej drodze wiodącej przez Przełęcz Kocierską umilał mi otwarty panoramiczny dach, przez który wpadało świeże powietrze pomieszane z odgłosami szumu drzew i... dziwnym krzykiem dobiegającym co chwilę do moich uszu. Coś tam na zewnątrz zdawało się wyć, ale jedyną żywą istotą, jaką napotkałem na swej drodze był drwal pracujący przy wyrębie lasu. Zapytał mnie, czy moja Skoda nazywa się Roomster, po czym stwierdził że jego stary Mercedes 190 "i tak jest najlepszy..."
Warto podkreślić, że wielki "szyber" Skody z uchylanym przednim segmentem, nie tylko wpuszczał do kabiny ciekawe odgłosy, lecz także był na tyle dobrze spasowany, by nie denerwować żadnymi niemiłymi piskami czy skrzypieniami dobiegającymi z okolic podsufitki. W środku o miłą atmosferę dodatkowo dbał również fabryczny system audio, który nie poddawał się nawet podczas odtwarzania piosenek najeżonych niskimi tonami. Raz "zjadł" mi wprawdzie płytę i postanowił zwariować, ale był to chwilowy wybryk. Poza tym, zabrakło jedynie złącza USB - zmieniarka na 6 płyt CD to już raczej relikt przeszłości, nawet jeśli ekran radioodtwarzacza obsługiwany jest dotykowo.
Komu zależy na zmęczeniu kierowców?
Na pewno nie Skodzie. Po 1000-kilometrowej górskiej eskapadzie wysiadłem z Yeti w całkiem niezłym stanie. Czasem zastanawiam się jednak, czy w Polsce jest ktoś, komu z premedytacją zależy na utrudnianiu życia kierowcom. Nowe samochody naszpikowane ciekawymi gadżetami stają się coraz wygodniejsze, a wybrana przeze mnie górska trasa powinna być koronnym przykładem na to, że nawet w naszym kraju da się zaznać skrawka motoryzacyjnej nirwany, czując radość z prowadzenia auta. Duże spadki, ostre zakręty, piękne widoki wyłaniające się zza drzew porastających strome górskie zbocza.
Czego więcej można chcieć? Ideał? Niestety nie. Zainteresowanych cudowną przejażdżką po drodze numer 781 uprzedzam, że w 1/3 jej długości (z obu stron) natraficie na znak "zakaz wjazdu" (absolutnie nie namawiam nikogo do łamania...). Obecnie drogę częściowo zamknięto i mogą nią jeździć tylko mieszkańcy okolicznych domostw. A pomyśleć, że jeszcze niedawno wszystko było fajnie... Zatrzymałem się na którymś ze szczytów przełęczy i przez otwarty panoramiczny dach wsłuchiwałem się w echo dźwięku odbijającego się od zboczy doliny. Teraz już wiem... To nie żadne wycie mitycznego Yeti, lecz po prostu odgłos zmęczonego polskiego kierowcy, poszukującego skrawka ciekawej drogi, pozbawionej robót drogowych i fotoradarów. A zatem, do zobaczenia na kolejnej fajnej trasie, którą na pewno znajdę dla Was w przyszłości.