20.02.2010 godz. 19:46
Zanim poruszymy kwestię gadżetów, ekologii i kosztów, skupmy się na tym, co w BMW najważniejsze - jeździe. Wśród silników przewidzianych do napędu nowej "piątki" znajdziemy trzy diesle i cztery jednostki benzynowe. Diesle zbiorą zapewne same "ochy i achy". Szybkie i oszczędne, słowem - super! Polecam szczególnie 525d.
Jednak według mnie naturalnym wyborem dla szukających sportowego sedana z logo BMW jest wersja z silnikiem zasilanym wysokooktanową benzyną. Najmocniejsza, oznaczona jako 550i, dysponuje mocą aż 407 KM uzyskiwanych z doładowanego silnika V8.
Na pewno jest wspaniała pod każdym względem, o ile jednak zdążyłem się zorientować, sieć dróg nawet w Niemczech nie składa się z samych autostrad bez ograniczeń prędkości, gdzie 550i może w pełni pokazać wręcz dziką naturę i niczym niepohamowany pęd do zaspokajania żądzy prędkości.
Może więc prawdziwa legenda, czyli model 535i? Pierwszy raz to oznaczenie pojawiło się na klapie bagażnika "piątki" już w kwietniu 1980 roku. Od tego czasu każda kolejna generacja tego klasycznego sedana miała w palecie model oznaczony jako 535i. Mocne, rzędowe sześciocylindrowce BMW były i - nie zawaham się użyć tego słowa - nadal są najlepszymi tego rodzaju jednostkami na świecie.
Dowody? Sześciokrotny tytuł "Engine of the Year". Ten zamontowany pod maską nowej piątki ma co prawda "tylko" trzy litry pojemności, za to aż dwie turbosprężarki, układ Valvetronic i bezpośredni wtrysk benzyny. To wystarczy, by w biurach inżynierów z Ingolstadt i Stuttgartu światło paliło się do późna w nocy. Te 306 KM, które zmieniają serię 1 oraz 3 w rakiety i ledwie wystarczają gigantycznej "siódemce", w nowej serii 5 są przysłowiowym złotym środkiem.
Równolegle działające sprężarki typu Twin Scroll gwarantują niemalże liniowy przyrost mocy i imponujące 400 Nm dostępne od samego dołu, czyli od 1200 aż do 5000 obr./min! Taką charakterystyką pracy nie może się pochwalić nawet najmocniejszy diesel 530d, który zaczyna ostro ciągnąć do przodu "dopiero" przy wartości 1750 obr./min.
To oczywiście tylko suche dane, niedające się nijak przekuć na emocje towarzyszące jeździe 535i. Ona sama bowiem daje wiele... chyba najodpowiedniejszym słowem będzie "radości"!
Klang? Cudowny, donośny, niezwykle ostry i metaliczny, jakże odmienny od tego z "trójki" i "jedynki" z tym samym silnikiem. Żadnych basowych pomruków, żadnych strzałów przy zmianie biegów. Czysta i głośna bawarska symfonia na sześć cylindrów w pierwszym rzędzie. Nie pamiętam, jak gra radio ponieważ niemal przez cały dzień było wyłączone, a dach szeroko otwarty - zgadnijcie, dlaczego?
Mokra nawierzchnia i dodatnia temperatura to idealne warunki na potwierdzenie tezy głoszonej od dziesięcioleci w Monachium - tylny napęd nie ma sobie równych. Recepta wciąż ta sama. Optymalny rozkład mas pomiędzy obie i nisko położony środek ciężkości plus odpowiednio mocny silnik i czuły jak Mały Książę układ kierowniczy, stawiający jednakże cudowny opór na sterze. Nowe BMW Serii 5 wszystko to posiada. Żeby się przekonać, jak perfekcyjnie działa, trzeba koniecznie spróbować, mówię serio.
No bo jak opisać wręcz zżywający się z Tobą układ jezdny, który za pomocą niewielkiego koła trzymanego oburącz pozwala przenieść się do świata "lejących" się na dół pasków zielonych cyferek? Jak przelać na słowa pobudzanie stopą układu nerwowego BMW, jakim jest pedał gazu? Co czujesz, gdy wydaje Ci się, że każda droga, nieważne czy prosta, czy najeżona zakrętami, została zbudowana dla Was - Ciebie i auta?
To ze zdjęć, w chwili naciśnięcia przeze mnie przycisku start/stop po raz pierwszy, miało przebieg zaledwie kilku kilometrów, wymagało więc odpowiedniego, czytaj delikatnego, traktowania. Dobrze się złożyło, ponieważ uroczyście potwierdzam (w co, przyznam, nie wierzyłem), że jadąc spokojnie tym autem można bez jakiegokolwiek problemu osiągnąć spalanie na poziomie 10 litrów, i to w mieście! Oszczędna jazda nie wymaga wcale wyrzeczeń, co zdaje się BMW nazywa "Efficient Dynamics".
Naturalnie, jeśli postawisz "all in" na "Dynamic", musisz liczyć się z co najmniej dwukrotnie wyższym zużyciem paliwa, ale wierzcie mi - warto. Szczególnie w trybie "Sport" lub "Sport+" jazda na pustych drogach jest wielce uzależniająca. Ochota na seks nimfomanki jest niczym w porównaniu do miłości silnika na harce w oznaczonych już na czerwono, wysokich rejestrach obrotów.
Dopóki automat lub Ty sam (co, prawdę mówiąc, wychodzi na jedno) nie zdecydujesz o zmianie kolejnego biegu, wskazówka bez żadnego wysiłku wychyla się za każdym razem maksymalnie w prawo. Tak, 306 KM w zupełności starczy. I choćby nie wiem jak szybkie i ekskluzywne w palecie było 550i, nie uważam, by mogło być warte prawie 100 tysięcy więcej.
Jak na rodzinne auto o takich rozmiarach, ilość miejsca z tyłu i w bagażniku - delikatnie mówiąc - nie powala na kolana. Zawieszenie bardzo sztywne, nie tyle twarde, co niezwykle sprężyste. Nawet przy najbardziej komfortowych nastawach nie daje cienia wątpliwości dla kogo zbudowano to auto i że nie służy ono do wożenia. Zresztą warto wziąć to pod uwagę i dwa razy zastanowić się nad opcjonalnym zawieszeniem typu M. Jeśli macie zamiar wykorzystywać auto głównie w kraju, zostańcie przy seryjnych "18-kach". O cal lub dwa większe felgi na pewno wyglądają lepiej, ale na koleinach i dziurach szybko zapomnicie o lansie.
Są i dobre wieści. BMW F10, czyli nowa seria 5, to pierwszy autorski projekt Jacka Frohlicha, obecnie piastującego funkcję "BMW Exterior Design Chief". Podobnie jak wszystkie dotychczasowe BMW zaprojektowane przez Polaków, czyli przepiękne 328 i rzadkie 326 z lat trzydziestych, 501 i 502 z lat pięćdziesiątych (wszystkie autorstwa Petera Szymanowskiego) czy poprzednie Z4 Coupe Tomka Sychy, linia nowej "piątki" ma ogromne szansę przejść w poczet "Glory Hall" designu BMW. Choćby dlatego, że to najładniejszy sedan tej marki od lat wielu.
Podoba mi się wyraźne przetłoczenie na masce, muskularna, a zarazem elegancka linia boczna czy groźny wyraz przedniego pasa z szeroką nerką i przymrużonymi ślepiami. Od Pana Jacka F. wiem, że tylne, całkowicie diodowe lampy w kształcie litery L staną się wkrótce znakiem rozpoznawczym wszystkich BMW, a więc warto zacząć się przyzwyczajać.
Również do tego, że rosnąca świadomość społeczna, względy bezpieczeństwa, lobby skupione wokół producentów samochodów, kłamliwi "spece" od klimatu z Indii przepowiadający stopienie się z gorąca już w 2035 roku i wreszcie wojna na gadżety oraz konkurencja sprawiają, że auta są dziś jeżdżącymi komputerami, bezpieczniejszymi od sejfu i coraz częściej "myślącymi" za nas.
Nowa Seria 5 jest napakowana gadżetami bardziej niż limitowane Pieguski bakaliami. Wiele z nich rzeczywiście się przydaje, choćby system rekuperacji energii kinetycznej z hamowania czy trójfazowy system stabilizacji jazdy DSC/DTC. Inne to pokaz siły technologii z najwyższej półki. Skrzynia może mieć aż 8 biegów - w Mercedesie E "tylko" siedem. Tylnej osi skrętnej nie znajdziemy u żadnego z konkurentów. Poza tym aktywne tempomaty, radary i kamery, w tym jedna noktowizyjna widząca w ciemnościach, będąca elementem systemu Night Vision. Na dodatek potrafiąca bezbłędnie rozpoznać ludzi od zwierząt i samochodów, coś niebywałego!
Cenę 535i wynoszącą 232 900 złotych należy traktować jako wyjściową, o czym jednak doskonale wiedzą klienci kupujący nowe BMW. Wyposażenie dodatkowe prezentowanego egzemplarza to kolejna "stówka" z okładem.
Fantastyczne jest jednak to, że nawet gdyby wymontować z "piątki" pół tuzina wspomagaczy, nadal byłaby tym, czym prawie cztery dekady temu. Najlepiej jeżdżącym sportowym sedanem, wartym szczególnie w przypadku 535i pięciu gwiazdek.
Zobacz także wywiad z projektantem nowego BMW Serii 5, Jackiem Frohlichem.
Komentarze na forum w temacie Migiem o... BMW 535i.
Więcej zobaczysz w telewizji Patio TV w moim programie
Migiem o... poniedziałek-piątek o godz. 10.55, 13.55 i 20.55.
Piotr Migas
Szczegółowy auto test:
BMW 530d