22.06.2010 godz. 18:08
Jeśli jednak sądzicie, że "wstukanie" w klawiaturę paru akapitów o super-samochodzie z waszego desktopu lub plakatu wiszącego nad łóżkiem jest równie łatwe jak bycie posłem w Polsce, jesteście w błędzie! Czy Ferrari, Lambo lub Aston kiedykolwiek wymagały reklamy, pochwał i kwiecistych opisów? Kto o zdrowych zmysłach kupując auto za milion złotych dokonuje wyboru na podstawie "prasy" i wypocin "gościa z gazety" któremu "dali się przejechać"?
Ilekroć pytam właścicieli samochodów z piekła rodem, na które wydali krocie "czemu akurat ten?", w odpowiedzi najczęściej słyszę - "zawsze chciałem go mieć ", "marzyłem o nim" lub "bo Porsche ma już każdy!" Inni otwarcie przyznają, że ich firma potrzebuje kosztów lub że to "jedyny taki w Polsce", czytaj: "mój Stuart jest bardzo malutki!"
Na dzień dzisiejszy w Polsce jest zaledwie kilka zarejestrowanych egzemplarzy auta, którym wypaliłem i puściłem z dymem 85 litrów paliwa, i to w Dzień Dziecka. Dokładnie osiem, z czego tylko pięć należy do właścicieli prywatnych. Na razie, ponieważ wkrótce będzie ich więcej. Znacznie więcej.
Od momentu polskiej premiery tej płaszczki, aż 31 klientów zdecydowało, że zamiast 10 lub 11 Mercedesów klasy B kupią tylko jednego. Za to o wiele fajniejszego. Na imię mu SLS, choć równie dobrze mógłby nazywać się "Milion dolarów", "Rób mi tak", "Orgazm 6,3" albo "Wielka kumulacja".
Wielu naiwnie sądzi że to następca legendarnego Gullwinga z lat 50-tych lub, co gorsza, modelu SLR stworzonego w koprodukcji z McLarenem. Mercedes SLS niczego nie zastępuje, on pisze historię na nowo! Niemieckiej marki nazwanej imieniem córki Emila Jellinka, wypieków na ustach kierowców-szczęśliwców, krzyków przerażenia atrakcyjnych pasażerek podczas przejażdżki i ich dzikich jęków rozkoszy w sypialni lub kuchni właściciela tuż po niej. Ale także nie mniej stymulujących marzeń nastoletnich fanów, którzy po zamknięciu oczu wciąż widzą go i śnią o nim.
Dając światu SLS-a, Mercedes prześcignął sam siebie, po raz kolejny udowadniając, że możliwe jest stworzenie czegoś tak, by cena skoczyła o jeden próg wyżej, a szczęki opadły nam o poziom niżej. Teraz musimy go tylko dogonić. Łatwo powiedzieć!
Zapewniam, że zdecydowanie łatwiej jest chwycić pomiędzy gołe pośladki nasmarowane kremem Nivea małą zieloną oliwkę z ogromnej kostki lodu. Składany całkowicie ręcznie, wolnossący silnik tego Mercedesa SLS ma jedną podstawową zaletę. Brak mu wad!
W tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować niejakiemu Herr J. Bondar, który od początku do końca był przy narodzinach tego spod maski testowanego egzemplarza. Na wypadek gdyby coś schrzanił, umieścił tabliczkę z nazwiskiem.
Ale przysięgam, dokąd żyje, reklamacji nie będzie! Potężne V8 to obecnie najbardziej wydajna tego typu jednostka na świecie. Agregat napędzany diabłem w płynie o zapachu benzyny został od podstaw zaprojektowany przez AMG - oficjalnego tunera Mercedesa. Tyle że SLS to coś więcej niż podrasowana "eska" czy SL.
To gwarantowane przez producenta 571 KM, 317 km/h i 650 Nm osiągane przy niecałych pięciu tysiącach obrotów wału napędowego wykonanego z włókna węglowego i ważącego mniej niż pięć torebek z cukrem. To walka z kilogramami, wygrana zresztą przez nokaut dzięki aluminium i stopom czegoś, czym jeszcze niedawno dysponowali wyłącznie kosmici - wynik 1685 kilogramów. To niecałe cztery sekundy do setki z możliwością zejścia nawet do abstrakcyjnych 3,7 po skorzystaniu z procedury Launch Control, tu pod nazwą "Race Start".
Po jej aktywacji SLS wyrywa z lekkim uślizgiem tylnych walców z impetem porównywalnym jedynie z światłem, dźwiękiem i może rakietą Patriot. Nie masz jednak czasu o tym myśleć, ponieważ każda komórka nerwowa Twojego ciała zajęta jest wtedy obserwowaniem szybko zapalających się siedmiu kwadracików. Białe, żółte, czerwone - Shift Up!, "krzyczy" wyświetlacz.
Trącasz prawą manetkę i z każdym kolejnym biegiem jesteś bliżej przeniesienia się w przyszłość. Optymalnie jest wychwycić ten krótki moment, kiedy piąta i szósta dioda świeci najbardziej intensywnie, a silnik obraca wał z prędkością jakichś 6500 obr./min. Inaczej możesz nie zdążyć i stracić cenne ułamki sekund przed dotarciem w rok 2233.
To również cztery tryby pracy doskonałej dwusprzęgłowej przekładni wyposażonej w osiem przełożeń. Siedem z nich służy do jazdy przodem, a raczej naginania czasoprzestrzeni pionowym grillem z dużą gwiazdą umieszczoną w honorowym miejscu. I tymi lampami dla mnie osobiście będącymi, nie wiem czemu, genialną interpretacją tych z Mercedesa W115 czy kultowej Pagody.
Bez względu na wybór trybu jazdy między C, S, S+ i M, po dociśnięciu prawego pedału w podłogę z każdą kolejną sekundą najszersza droga szybko zamienia się w kreskę narysowaną cienkopisem. Początkowo wyraźny pejzaż rozpościerający się przed długą na 2 metry maską i za malutkimi bocznymi okienkami nagle zlewa się w smugi przybierające przedziwne barwy zależne od mijanych aktualnie elementów krajobrazu.
To dwa ultralekkie sportowe fotele oddzielające pasażerów szerokim tunelem środkowym i osadzone zaledwie 37 cm od asfaltu, trójramienna kierownica o tej samej średnicy i szerokie progi częściowo obite skórą. To one dzielą świat na ten w Mercedesie i drugi, inny, zwykły, żaden.
To malutki bagażnik kryjący pod wykładziną tylny most i spoczywającą na nim skrzynię biegów, co fachowcy zwą transaxle i co znajduje się tuż za Twoimi plecami. Zaledwie kilka centymetrów od Twoich stóp spoczywa maksymalnie cofnięty za przednią oś silnik tego monstrum. W rezultacie mamy genialne wyważenie i pokłady przyczepności znane dotąd tylko Porsche i nielicznym konkurentom SLS-a z napędem na obie osie.
Apogeum doznań stanowi jednak ścieżka dźwiękowa. Jeden z trzech obok osiągów i wyglądu głównych powodów, dla którego warto kupić to auto. Chryste, jak ten gad gada! Już pierwsza "przygazówka" zamienia Twoje płuca w potężne kolektory wydechowe SLS-a. Rozkręcające się V8 krusząc asfalt budzi wioski, cieli krowy, płoszy konie, ogłusza ptaki i kto wie, może nawet opóźnić okres.
Ale najfajniejsze jest to, że jadąc jakieś 200 km/h wolniej SLS brzmi jak marzenie. Mercedes zdaje sobie sprawę, że realnych warunkach większość czasu auto spędzi powolnym snuciu się drogami słonecznej Riviery lub w ruchu miejskim. I chwała mu za to, bowiem akustyka przy wolnej jeździe nadaje się na podkład dźwiękowy "Bullita". Strzały z wydechu, chrapnięcia i parskania po każdym odjęciu gazu czynią go najlepiej brzmiącym Mercem wszech czasów i sprawiającym najwięcej radości superautem do jazdy po mieście.
No i te drzwi. Lekkie, szybujące wysoko w niebo. Na tyle, że ich zamknięcie po usadowieniu się w szytym na miarę wnętrzu może sprawić trudność, jeśli akurat Bozia dała krótkie rączki. Z kolei ich uniesienie to widowisko równie efektowne, jak efekciarskie. Wsiadając lub wysiadając z SLS-a skupiasz na sobie uwagę wszystkiego, co ma oczy, nawet rosołu!
Jeśli to lubisz, gwarantuję - będziesz bardziej rozpoznawalny od Baracka Obamy i pierwszych oznak przeziębienia. Nisko umieszczona, wysuwająca się automatycznie klamka zewnętrzna, wymaga wpierw schylenia głowy nad geniuszem konstruktorów z AMG i Mercedesa. To tak na wypadek, gdybyś zapomniał, kto tu jest najważniejszy.
Efekt końcowy ich pracy wyceniono na 810 000 złotych. Biorąc pod uwagę emocje, jakie wywołuje to auto i sposób, w jaki "lata", uważam, że to najrozsądniej skalkulowana oferta Mercedesa od czasu Klasy A. Naturalnie, należy liczyć się z tym że np. lakier w kolorze innym niż srebrny lub czarny wymagać będzie dopłaty. Cudowny szary mat z palety Designio prawie 19 000 złotych, niewielkiej przy kolorze AMG Alubeam za 54 260 zł.
Cennik opcji otwiera pakiet dla palących wartości 23 paczek Marlboro, zaś kończy ceramiczny układ hamulcowy równowartości 100-konnego Renault Megane 1.6. Zważywszy jednak na doskonałe seryjne "heble", spokojnie można go sobie darować.
Jeśli wciąż 899 000 złotych z groszami za auto ze zdjęć brzmi drogo, siedząc z kolegami w pubie lub wypisując durne posty w necie, możesz spokojnie upierać się, że nie kupiłeś go, ponieważ ma przełączniki z tańszych Mercedesów, lewą dźwignię taką jak w "beczce", temperatura w bagażniku topi nawet metal, plastik na konsoli środkowej tylko go udaje, a drzwi nie zamykają się i otwierają elektrycznie.
Mercedes SLS ode mnie ani kogokolwiek z dziennikarzy nie potrzebuje żadnych gwiazdek. Sam jest największą gwiazdą tego sezonu i najjaśniej świecącą w gwiazdozbiorze Mercedesa.
Komentarze na forum w temacie Migiem o... Mercedes SLS AMG.
Więcej zobaczysz w telewizji Patio TV w moim programie
Migiem o... poniedziałek-piątek o godz. 10.55, 13.55 i 20.55.
Piotr Migas