Volkswagen Golf Variant 1.4 TSI Sportline

Z zewnątrz wygląda bardzo niepozornie. Ot, granatowe kombi. Szkoda, że ma alufelgi zamiast zwykłych stalówek. Robiłby jeszcze bardziej cichociemne wrażenie. Do tego znaczek 1.4 na klapie. Z rodziną chyba ledwo rusza spod świateł. Aha, i co oznacza to 'TSI'?

"Volkswagen bez TDI na klapie? Co to za Golf?" - tego typu zdumienia można było słyszeć wśród osób zainteresowanych dynamicznie przemieszczającym się granatowym kombi. Brak charakterystycznego klekotu dochodzącego spod maski wprawia niektórych w pewne zakłopotanie, bo przecież auta z koncernu Volkswagena kupuje się przede wszystkim z nieśmiertelnym 1.9 oraz równie popularnym 2.0 TDI. Nie szkodzi, że zwłaszcza ten pierwszy ma kulturę pijanego gbura w podmiejskiej knajpie i jest głośniejszy od naszej wirującej 15-letniej pralki, w której właśnie urwał się bęben. Ma za to tyle pary, co 6-litrowe V8 i spala mniej oleju napędowego od frytkownicy na obiad. Za to kochają go tłumy. Na silniki benzynowe pokroju 2.0 FSI ludzie znacznie mniej zwracają uwagę, no chyba, że jest to 1.6 102 KM i kupujemy najtańszą Octavię, czyli nasz pierwszy, prawdziwy rodzinny samochód. Tą sprawę zostawmy jednak na inną dyskusję. Duże silniki benzynowe nie zachwycają nas więc ani spalaniem, ani ekologią. Czy Volkswagena Golfa opłaca się kupić w innej wersji silnikowej, niż TDI?

Downsizing
"Ogół działań nastawionych na podniesienie efektywności i konkurencyjności, dzięki przeorientowaniu procesów i struktury oraz obniżeniu kosztów". Piękna regułka, jednak na pierwszy rzut oka bliżej jej do marketingu, niż do testowego obiektu. O co chodzi? Głównie o zmniejszanie - pojemności, spalania i uciążliwości dla "zielonego". Rośnie natomiast moc, elastyczność i oczywiście zadowolenie kierowcy z jazdy. Mowa oczywiście o silniku benzynowym, który od pewnego czasu u wielu producentów przechodzi prawdziwą rewolucję. Wśród nich jest także Volkswagen, który zamiast większych i paliwożernych jednostek napędowych, proponuje mniejsze i oszczędniejsze, ale z tzw. "dopalaczem", żebyśmy nie czuli się oszukani. Pod koniec 2005 roku Niemcy okazali się pionierami prezentując benzynowy silnik o pojemności 1,4-litra i mocy aż 170 KM. Nazwali go dumnie "Twincharger" (brzmi mocno amerykańsko) i "dopalili" jednocześnie kompresorem i turbosprężarką. Zamontowany w Golfie GT motor od razu został obsypany wieloma nagrodami w tym "Best Technological Innovation of the Year 2007" i na stałe zagościł w wielu modelach koncernu.

Także pod maską testowego Golfa Variant znalazł się innowacyjny, podwójnie doładowany silnik 1.4 TSI. Szczyci się mocą 140 KM (103 kW), którą osiąga przy 5600 obr./min. Do wyboru są jeszcze dwa warianty, 122- i wspomniany wyżej 170-konny, jednak ten z granatowego kombi jest jak najbardziej optymalny. Po przekręceniu kluczyka w zasadzie nic nie słychać. Coś delikatnie szemra pod maską, zaświecone na niebiesko zegary upewniają nas jednak, że silnik pracuje. Normalna jazda Golfem potwierdza, że Volkswagen albo potrafi świetnie dobierać materiały wygłuszające wnętrze, albo konstruować ciche silniki. Albo jedno i drugie. Tak czy inaczej wielki plus dla inżynierów. Docenią to zwłaszcza Ci, którzy we wnętrzu swojego auta szukają spokoju i odcięcia od hałasów codziennego życia. No chyba, że na pokład zabieramy duet śmierci w postaci "żona + teściowa", ale o to chyba trudno obwiniać specjalistów z Wolfsburga.

Jeśli chcemy jednak posłuchać i poczuć, co małe diablątko pod maską Golfa potrafi, musimy nasze ukochane panie poprosić o uciszenie się i zapięcie pasów (nie wyrzucamy ich z auta, bo niedługo Dzień Kobiet, a my wciąż uwielbiamy schabowego z kapustką na obiadku u "mamusi" i chcielibyśmy jeszcze nie raz go skosztować bez "dodatków"). 6-biegowa skrzynia manualna jest bardzo precyzyjna, ma krótkie skoki, więc jedynka wchodzi "snajpersko". Charakterystyczny pedał gazu wyrastający z podłogi wciskamy mocniej i puszczamy sprzęgło. Początkowo ASR zupełnie nie radzi sobie z urządzonym właśnie konkursem palonej gumy na skrzyżowaniu (to miał być dynamiczny start), ale do naszych uszu dociera fenomenalny dźwięk, którego dotychczas mogli słuchać raczej posiadacze japońskich samochodów z nalepką "V-TEC" bądź "Type-R".

1.4 TSI powyżej 1500 obrotów, kiedy osiąga maksymalny moment obrotowy wynoszący 220 Nm, pracuje po prostu jak szlifierka, a każde zdecydowane odjęcie gazu akcentuje wyraźnym spadnięciem z obrotów sprężarki mechanicznej. Kolejne zmiany biegów powodują zbliżanie się do wyższych zakresów obrotomierza, gdzie przy 3500 obr./min do pomocy włącza się drugi "przyjaciel" - turbina napędzana gazami wylotowymi. Wszystko to powoduje, że Golf ma niesamowicie równomierne ssanie do przodu, bez jakichkolwiek zahamowań związanych z turbodziurą czy innym kosmicznym zjawiskiem. Aż do ponad 7000 obr./min! Mijamy tylko miny zdziwionych kierowców, którzy zupełnie nie mają pojęcia, co to za dziwna siła katapultuje granatowe kombi do przodu. Napisu "TSI" na tylnej klapie już nie zdążają dostrzec.

Nie piję, ale bywam nerwowy
Najciekawsze jest w tym to, że dynamiczna jazda wcale nie zmusza nas do bycia szejkiem żyjącym w Emiratach Arabskich. Golf 1.4 TSI owszem, swój głód ma i byle czego w byle ilościach nie pija, ale nie ma w tym nadmiernej przesady. Mocne obchodzenie się z pedałem gazu i przemiana mięciutkich zimówek w rozgrzane do czerwoności wyścigowe semi-slicki objawiło się zużyciem paliwa wynoszącym 10,2 litra. To raczej wszystko na co stać Varianta w mieście, oczywiście w granicach rozsądku. Spokojna jazda na trasie z dozwoloną prędkością zaowocowała osiągnięciem wyniku 6,5 litra na 100 km, co mnie osobiście w pełni satysfakcjonuje. Do laboratoryjnych 5,7 brakuje, ale jak na 140-konne rodzinne kombi to bardzo dobrze zwłaszcza, że średnia z testu wyszła równe 8 litrów benzyny. Wstrząśniętej, nie mieszanej.

Utwardzone i obniżone o 15 mm fabryczne zawieszenie wersji Sportline może i jest sztywne, ale nawet na torowiskach i miejskich dziurach nie czuć zbytnio, że moglibyśmy się już zacząć umawiać do dentysty. McPhersony z przodu i elementy wielowahaczowe z tyłu pracują cicho, auto jest sprężyste i jazda nim powoduje pewne rozluźnienie i poczucie bezpieczeństwa, z którym doskonale współgra bardzo bezpośredni i precyzyjny układ kierowniczy. Czar pryska jednak w trasie, kiedy podczas większej prędkości przychodzi do awaryjnego hamowania. Tył samochodu staje się nerwowy, nasze czoło pokrywa pot i w myślach dziękujemy uroczej Pani z salonu VW, że namówiła nas na wydanie 990 zł na ESP. Być może to wina opon w testowym egzemplarzu, jednak podwyższone tętno nie powinno być towarzyszem podczas rodzinnej eskapady kombi.

Plecak: rozmiar turystyczny
Mija dokładnie rok od genewskiej premiery piątej generacji Golfa w odmianie kombi. Variant, w stosunku do pozostałych wersji nadwoziowych, debiutował późno. Czy było to podyktowane faktem, że Volkswagen powstałą po "czwórce" kombi lukę chciał zapełnić Golfem Plus i Touranem - trudno powiedzieć. Pewne natomiast jest to, że tradycja została zachowana i trzecia generacja Varianta trafiła do oferty niemieckiej marki. Już bez zbędnych kombinacji modelowych, jakie miały miejsce przy poprzedniej generacji (produkowane równolegle Golf Variant i Bora Variant), choć nie do końca. Charakterystyczny chromowany pas przedni to przecież element znany z Jetty, sedana powstałego na Golfie. Dodaje on elegancji, podobnie jak wykończenia listew na przednim zderzaku (których nie wiedzieć czemu brakuje na tylnym). Ksenonowe reflektory, czy naciągnięta na nie maska tworząca fabrycznego bad look'a to już elementy typowe dla Golfa.

Tył jest jednak bardziej nietypowy. Samo "doklejenie plecaka" wielkości przyczepy Niewiadów N126 przebiegło dość sprawnie i niektórym linia boczna Golfa Variant może się wydać dynamiczna. Całość niestety psują i to dość poważnie tylne lampy, które dość mocno zachodzą na boki nadwozia. To, oraz dość pokaźny tylny zwis powoduje, że auto optycznie stało się przyciężkawe, niemalże jakby miało szorować tylną częścią po asfalcie. Samochody z nadwoziem kombi nie są jednak po to, aby się podobać (choć i wśród nich znajdziemy świetnie wyglądające modele), ale po to, aby być praktycznymi. I tu Golf Variant spisuje się bardzo dobrze. Szeroka klapa otwiera się wysoko, podłoga jest stosunkowo nisko, a sam bagażnik ustawny. 505 litrów to przyzwoity wynik w klasie, który poprzez złożenie asymetrycznie dzielonych oparć możemy powiększyć do 1495 litrów. Pod podłogą znalazł się dodatkowy schowek mogący pomieścić kolejne 55 litrów. To praktyczne rozwiązanie, choć z drugiej strony gdyby nie schowek, bagażnik mieściłby równe 560 l. Warto wspomnieć także o fakcie, że przy składaniu kanapy nie musimy demontować zagłówków, ani zawracać sobie głowy pasami bezpieczeństwa, które po złożeniu oparcia zostają wraz z jego nieruchomymi elementami.

Jak w Golfie
Wnętrze niczym nas nie zaskakuje. Jest takie, jak w każdym innym Volkswagenie - znakomicie wykonane, wzorcowe pod względem ergonomii i zupełnie bez stylu. Materiały są dobrej jakości, plastiki świetnie spasowane (choć w testowanym egzemplarzu przy niskich temperaturach trzeszczało coś w okolicy podszybia), ale większość z nich jest czarna i smutna. Srebrne wstawki nawet nie próbują ożywiać atmosferę wnętrza. Nic jednak nie można zarzucić czytelności, a wszystkie przyciski i pokrętła są dokładnie tam, gdzie po nie sięgamy. Praktyczność we wnętrzu Golfa to także schowki - co ciekawe ten przed pasażerem wyłożono miękkim materiałem. Charakterystyczne dla Volkswagena błękitno-czerwone podświetlenie może niektórych irytować, ale bez przesady - natężenie jasności czytelnych zegarów można w dużym zakresie regulować.

Dość mocno wyprofilowane fotele odmiany Sportline zapewniają wystarczającą i wygodną regulację - zwłaszcza rączka do przesuwania jest bardzo praktyczna. Poza tym są wygodne i nie męczą podczas długich podróży. Jedynie osoby o wysokim wzroście mogą mieć zastrzeżenia do nieco za krótkiego siedziska. Na tylnej kanapie także nie można odczuwać większego dyskomfortu. Wystarczy nawet miejsca dla trzech pasażerów, ale nie oczekujmy od nich zadowolonych min po 500 kilometrach - po prostu może być im ciasno, zwłaszcza w okolicy kolan.

Jak zwykle chodzi o pieniądze
Cena testowego Golfa Variant 1.4 TSI Sportline wynosi na dzień dzisiejszy 80 090 złotych. Klient otrzymuje w standardzie m.in. ABS, 6 poduszek powietrznych, półautomatyczną klimatyzację, pakiet skórzany (kierownica i dźwignia zmiany biegów) oraz elektryczny (szyby i lusterka), a także 16-calowe felgi aluminiowe. Dzięki specjalnemu pakietowi można w promocji dokupić klimatyzację automatyczną Climatic wraz z podgrzewanymi fotelami i dyszami spryskiwaczy przedniej szyby, spryskiwaczami reflektorów oraz kontrolką poziomu płynu do nich i zamiast 6110 złotych zapłacić tylko 2690 złotych. Pewnie, że się opłaca. Kto uważa, że ponad 80 000 złotych za Golfa w kombi to za dużo, może wybrać tańszą, 122-konną odmianę (1.4 TSI 122 KM Sportline) lub po prostu zejść poziom wyposażenia niżej do Comfortline. Tutaj słabszy TSI kosztuje 73 590 zł, mocniejszy 77 490 zł. W tej wersji zabraknie nam jedynie skórzanego wykończenia czy felg aluminiowych, a więc zostanie bogaty standard z zakresu bezpieczeństwa i elektryki. A 18 KM słabszy motor wcale nie jest aż tak wolny - przyspieszenie 0-100 km/h w 9,8 sekundy i prędkość maksymalna 198 km/h satysfakcjonują każdego, a zwłaszcza potężny moment wynoszący równe 200 Nm (przy 1500 obr./min).

Volkswagen Golf to auto dla ludzi pewnych i zdecydowanych. Dla tych, którzy cenią sobie bardzo dobrą jakość, książkową ergonomię i sprawdzone elementy mechaniczne. Ci klienci uwielbiają spokój i bezpieczeństwo, jakie daje prowadzenie Volkswagena, a przy okazji nie lubią ekstrawagancji. Chcą mieć pewność, że Golf zawsze będzie Golfem - Volkswagen, jak nikt inny gwarantuje to z każdą kolejną generacją, bez rewolucji, ale z ewolucją. Takich zapewnień nie dostaniemy np. od Hondy, której poprzedni model Civika wyglądał jak żelazko, a obecnemu bliżej do USS Enterprise, niż do samochodów kompaktowych. Strach się bać, co będzie przy kolejnej generacji Civika.

Volkswagen Golf nie jest jednak autem tanim. Cena, która w miarę upływu czasem staje się coraz bardziej atrakcyjna (wystarczy porównać nasz poprzedni test Golfa 1.4 TSI i jego cen i przyrównać to do dzisiejszej oferty), jest wysoka m.in. z powodu kosztów produkcji czy zastosowania droższych (często lepszych) materiałów - jak choćby aluminiowe wahacze tylnego zawieszenia. Tak czy inaczej Volkswagen przestał być samochodem dla ludu. Tę rolę niejako przejęła Skoda, która też zaczyna się coraz lepiej cenić. Jeśli doceniasz spokój, poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa i nie lubisz być wytykany palcami przez sąsiadów, kup sobie Golfa. Przy okazji ucieszy się żona, ucieszą się dzieci. A w kombi nawet Twój pies.